Dlaczego nie jesteście w Cerkwii?

 

Obrazek

ROZDZIAŁ I

1. Czy zastanawiałeś się nad tym poważnie?

Nie znam twoich relacji z Cerkwią. Być może regularnie uczęszczasz na nabożeństwa, a może już dawno zerwałeś wszelkie kontakty z Cerkwią. Być może w ogóle nie bywasz na św. Liturgii albo pojawiasz się bardzo rzadko-jak czerwone słoneczko. Możliwe, że odwiedzasz świątynię tylko od wielkich świąt: na Paschę, Boże Narodzenie czy też w święto Chrztu Pańskiego-wyłącznie po święconą wodę. Może rzeczywiście przed tobą tygodnie, miesiące i lata cho­dzenia, więc opuszczając jedno nabożeństwo, masz nadzieję na „potem”. A mo­że okradając się i odłączając od Cerkwi, doprowadzisz do tego, że sam już nie przyjdziesz, ale Cię przyniosą…

Czy naprawdę uważasz, że możesz samodzielnie rozwiązać swoje proble­my, nie zwracając się o pomoc do Boga? Gdybyś wiedział, czego się wyrze­kasz! Cały problem w tym, że nie wiesz i stąd wszystkie twoje nieszczęścia. Drogi przyjacielu, przyjmij proszę na siebie niewielki wysiłek i przeczytaj uważnie tę książeczkę do końca. Po przeczytaniu będziesz głęboko przeświad­czony o pożytku i konieczności chodzenia do cerkwi.

2. Uczęszczanie do cerkwi jest dla człowieka niezbędne

Czy słyszałeś, jak ludzie lekkomyślnie lub wrogo nastawieni wobec Cer­kwi twierdzą, że świątynie wymyślili kapłani (duchowni) w celu wzbogacenia się? Nie ma nic głupszego ponad to! W takim razie piece to wymysł piekarzy, hotele-ich właścicieli, a woda to wynalazek przedsiębiorców do wydobywania pieniędzy. Ale gdybyśmy nie byli zależni od jedzenia, picia, snu, to nie korzy­stalibyśmy z piekarni, studni czy hoteli. A jeśliby u ludzi nie było potrzeby chodzenia do świątyni, to nie wznoszono by cerkwi. Właśnie one-cerkwie słu­żą do zaspokojenia naszej pierwszej głównej potrzeby.

Potrzeba chodzenia do świątyni towarzyszyła ludziom wszystkich naro­dów w przeciągu wszystkich stuleci. Powodowała ona, że na całej kuli ziem­skiej w najbardziej malowniczych miejscach wznoszono świątynie, ołtarze i miejsca kultu. W centrum miast, na szczytach gór, wysokich brzegach, wzgó­rzach, polach, wyspach-wszędzie łopatka archeologa znajduje świątynie. Wszę­dzie tam, gdzie ludzka cywilizacja zostawiła swój ślad, najpiękniejszymi jej budowlami są świątynie. Partenon, Świątynia Salomona, Hagia Sofia oraz mnóstwo innych, na zawsze pozostaną cudami architektury.

Także teraz stoją i ciągle wznoszone są świątynie. Dookoła nas widać ich ko­puły- duże i małe, ogromnych monasterów i malutkich kaplic. I wszystko to dwa kroki od własnego domu. Dlaczego? Ponieważ czujemy, że są one dla nas niezbęd-ne-takjakwoda i powietrze, które towarzyszą nam przez całe życie. Co więcej, tak jak woda i powietrze, które otaczają nas obficie dookoła i są podstawowym warunkiem naszej fizycznej egzystencji, tak liczne świątynie, sąsiadujące z naszy­mi domami – są podstawowym źródłem witalnych sił człowieka.

Już za to, że pojawiliśmy się na świecie, powinniśmy być wdzięczni naszym rodzicom, a Bóg za szacunek do nich obiecuje nam jeszcze i nagrodę: „Czcij ojca swego i matkę. Aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi” (Ef. 6,13/6,3). Tak więc dziękując za przeszłość, zdobędziesz przyszłość.

Skierowane do rodziców słowa wdzięczności trafią dalej – do wszystkich twoich przodków. W takim razie, kierując swój wzrok wstecz, niewątpliwie spotkasz się ze Swoim Stwórcą. A w jaki sposób dziękować Jemu?

Twoi przodkowie po przyjęciu Chrztu Św. przyjęli imię „prawosławnych”. Tą cechą nagrodzili również twoją duszę. Czy aby to jedynie danina tradycji? W takim razie dlaczego prawosławnymi stajemy się nie tylko my prawosławni z dziada pradziada, ale również Francuzi, Amerykanie, Japończycy oraz lu­dzie innych narodowości? Już sam ten fakt świadczy o tym, że prawosławie nie jest narodową tradycją, ale czymś dużo bardziej znaczącym. Nasza wiara nosi imię „prawosławie”, tj. „prawo” – słusznie sławi Boga. Nazywają nas tym imieniem nawet wrogowie, potwierdzając tym samym, że wyznajemy Go prawdziwie. Troskliwie pielęgnujemy i chronimy czystość naszej wiary przed obcymi wpływami, przed próbami dodania do prawdy nawet najmniejszej kro­pelki fałszu. Nasze niezłomne stanie w wierze prawosławnej odziedziczyliśmy po przodkach, którzy wiedzieli, co znaczy dziękować Bogu, ponieważ sami kosztowali tych owoców i nam dali takie przykazanie.

ROZDZIAŁ II

KORZYŚCI

1. Bycie w Cerkwi to bycie człowiekiem

Kim zatem są ci, którzy nie chodzą do świątyni? Czy są ludźmi? A może nie mają nóg, uszu czy głowy? Nie, przyjacielu, zapewniam, że to i cała reszta

znajduje się na swoich miejscach. Ale wszystkie te części ciała posiadają także zwierzęta, chociaż wcale nie czynią one ich ludźmi. Człowieka od zwierzęcia odróżniamy nie tyle po zwierzęcym wyglądzie, ile po tym, czy chodzi on do cerkwi. Jeśli nie, to upodabnia się do zwierzęcia (nie ubliżając nikomu).

Zastanów się: cały tydzień – podobnie jak zwierzę, człowiek zajęty jest zdobywaniem pożywienia, pracuje by nakarmić siebie i swoją rodzinę. Śpi i on i zwierzę, oboje potrzebują jeść i obojgu jest potrzebny odpoczynek. Jaka zatem istnieje między nimi różnica? Różnica ujawnia się w niedzielę, gdy czło­wiek udaje się do świątyni, by stanąć przed Bogiem, a zwierzę pozostaje poza nią. Nie chodząc do cerkwi, człowiek powoli zapomina, że jest istotą ludzką i zniża się do trybu życia zwierząt. Powoli dziczeje, przeistacza się w zwierzę i nawet jeśli włoży krawat i gładko się ogoli, jego serce pozostaje sercem zwie­rzęcia.

2. Źródło społecznego dobrobytu

Co jest przyczyną cierpienia współczesnego społeczeństwa? Wrogość i kłót­nie, egoizm i brak serdeczności możnych tego świata, niesprawiedliwość i kłam­stwo. Cerkiew natomiast jest pracownią wspólnej sprawy, zadziwiającym źró­dłem społecznej sprawiedliwości. Pod wpływem dźwięków dobrej nowiny pły­nącej z Ewangelii runą bariery społeczne niczym mury Jerycha. Ludzka izola­cja – spowodowana różnicami społecznymi – pozostaje poza wrotami cerkwi. Bogaci i biedni, wielcy i mali, osoby na wysokich stanowiskach i prości/zwy­kli pracownicy, przyjaciele i byli wrogowie-wszyscy są na równi i przyjmują Św. Ciało i Krew Chrystusa z Jednego Św. Kielicha. Wszyscy wierni w cer­kwi czują się braćmi, którzy dziedziczą jeden wspólny spadek-Królestwo Niebie­skie. Ich serca miękną i wychodzą ze świątyni łagodniejsi oraz pokorniejsi, wracają do domów o wiele bardziej opanowani.

Jeśli niespodziewanie do cerkwi zagląda bogacz i słyszy słowa Ewangelii: „Głupcze, tej nocy wezmą (zabiorą) twoją duszę; a to, co przygotowałeś, czyje będzie?” (Łk. 12,20), jego duszę zaczynają męczyć wyrzuty sumienia. Nie po­czeka nawet do końca, aby wyjść. Dlaczego? Ponieważ wczoraj niesłusznie ode­brał jedyny dom u wdowy po swoim bracie. Po Liturgii spieszy się, by jak naj­prędzej ją spotkać i powiedzieć: „Wybacz mi, postąpiłem niesprawiedliwie. Zwracam ci dom, odtąd jest twój”.

Czyż mało jest ludzi, którzy jeszcze do niedawna byli hańbą dla społeczeń­stwa i męczarnią dla rodziny, ale których odmieniła Cerkiew? W Pireusie żył pewien łobuz. Rodzice osierocili go bardzo wcześnie i nikt nie zapoznał go z Cerkwią. W wieku 12 lat zaczął kraść i powoli staczał się na dno. „Płakało” po nim więzienie, bali się go koledzy, żona i cała rodzina. Całymi nocami włóczył się i pił i wymagał, aby żona czekała na niego niezależnie od godziny jego powrotu. Jeśli zasnęła – bił ją do oporu.

Aż tu nieoczekiwanie pewien szewc namówił go, aby pójść w niedzielę do cerkwi Św. Trójcy. Zapoznał się on z jej parafianami i duże wrażenie wywarło na nim to, że nie byli oni ani trochę podobni do jego kompanów. Od tej pory zaczął regularnie uczęszczać na nabożeństwa, spowiadać się, rzucił palenie i narkotyki. Zarobione pieniądze przynosił do domu, a dzieci zabierał ze sobą do cerkwi. Z życzliwością i przyjaźnią zaczął odnosić się do sąsiadów. W kie­szeni zawsze nosił przy sobie pożyteczną dla duszy książeczkę i chociaż sam czytać nie umiał, oddawał ją innym, by z niej korzystali, W taki oto sposób od momentu odwiedzenia cerkwi nastąpiło jego odrodzenie.

Pewnego razu robotnik portowy, będąc w złym humorze, spoliczkował go, na co ten nie zareagował. Podczas obiadu w kawiarni wszyscy znajomi, czę­stując go, komentowali to wydarzenie: „Dzisiaj – mówili tragarze- byliśmy świadkami cudu. Jagnię napadło na wilka, a on się nie bronił!”.

Ludzie, którzy uczęszczają do cerkwi, stanowią lepszą część społeczeństwa-nawet, jeśli ktokolwiek twierdzi odwrotnie. Porównajmy tysiąc ludzi odwiedza­jących świątynie i tysiąc niechodzących do nich. Procent przestępczości wśród wierzących jest mniejszy niż u niewierzących. Jest powiedzenie, które mówi, że gdy cerkwie zarastają trawą, otwierają się na oścież kraty więzienia, gdy zaś cerkwie się odradzają- więzienia są zamykane.

3. Skarbiec dóbr duchowych

Nie wszyscy spośród nas – chrześcijan – to gorliwi wierzący. Są umiarko­wani i leniwi, obojętni i tacy, którzy tylko z nazwy są chrześcijanami. Czego potrzebujemy, by oprzytomnieć, ustrzec się przed duchowym zastojem i „za­palić się” duszą? Delikatnego pchnięcia, pomocnej dłoni, sprzyjającego środo­wiska, ciepłego i życiodajnego otoczenia.

To oczywiste, że wystrój świątyni i duchowa atmosfera zapala nas. Czyż nie doświadczyliśmy tego na własnej skórze? Psalmy, hymny, pieśni, błogosławień­stwo duchownego, modlitwy, unoszący się aromat ładanu, ikony świętych, a przede wszystkim, Liturgia Święta, wszystko to nas wznosi.

Otaczają nas gorliwe modlitwy, pobożność wierzących, skrucha stojących obok nas ludzi. Święty płomień ich wiary udziela się naszym duszom. Jak często padaliśmy na kolana, widząc innych klęczących obok! Poruszeni wzru­szeniem otaczających nas ludzi, wylewaliśmy strumienie łez! Ileż to razy wy­chodziliśmy z cerkwi z odnowioną duszą, zdecydowani uczynić nasze życie wewnętrzne poważniejszym i duchowym! Nie ma cienia wątpliwości, że uczęsz­czanie do cerkwi wznosi na duchowo.

4. Źródło odnowy sił

Mówi się, że nawet prosta zmiana rodzaju pracy odnawia nasze siły. Dla­tego tak znani politycy w wolnym czasie często malują lub wykonują inne zajęcia. Jednakże chodzenie do cerkwi najlepiej umacnia i odświeża naszego ducha.

Liderzy Rewolucji Francuskiej, aby osłabić wpływy Kościoła, znieśli nie­dzielę jako dzień wolny od pracy. Przenosząc wolną niedzielę liczyli, że dzie­więć dni roboczych pozwoli zwiększyć ilość produkcji. Konwent postanowił, ze dniem wolnym będzie dziesiąty, a nie siódmy, jak ustanowił Bóg. Jednakże w bardzo krótkim czasie przykre doświadczenia życiowe sprawiły, ze zmusze­ni byli przywrócić poprzedni układ, ponieważ organizm ludzki nie wytrzymy­wał dziewięciu dni pracy. Stwórca bardzo dobrze znał człowieka, gdy mu na­kazywał: „Sześć dni będziesz pracował i wykonywał swoją pracę, ale siódme­go dnia jest sabat Pana, Boga twego” (Ks.Wyj. 20,9-10).

Odpoczynek nie oznacza całonocnego oglądania telewizji albo zabawy na dyskotekach, a potem odsypiania i opuszczania niedzielnego nabożeństwa. Nie powinniśmy także odwozić swoich bliskich-czy to młodych, czy starszych, w ta­kie miejsca, gdzie nie ma w pobliżu cerkwi: nad morze, w góry itp. Odpoczynek nie polega też na czytaniu pustych romansów, przeglądaniu nieprzyzwoitych czasopism czy przebywaniu w „rozpustnym” towarzystwie. Wszystko to zosta­wia w duszy brzydkie ślady i szpeci nie tylko ją, ale też i ciało.

5. Obrona i orędownictwo Boga

W naszym życiu jest wiele niepowodzeń, wiele razy wystawiani jesteśmy na próby. Do kogo zwrócić się o pomoc? Do „mocarzy” tego świata? Ale oni nie zwrócą na nas uwagi i bynajmniej nie w każdej sytuacji są w stanie po­móc. W takich momentach, niczym statki gnane wiatrem powracają do portu, tak ludzie odnajdują drogę do cerkwi. Św. Jan Złotousty mówi: „Bóg stworzył cerkiew na wzór przystani, aby ludzie mogli się ukryć przed szumem i niepo­kojami życiowego morza i napawali się wielkim spokojem.” W cerkwi odnaj­dziesz siły, by przeciwstawić się życiowemu zamieszaniu. „ Tiebja, Hospodi, molim, wsie nam predstojaszczeje ko błahomu napraw, s putieszestwujusz-czymi sputieszestwuj, bolnych posieti, Wraczu dusz i tieles naszych “. Jeśli chodzisz do cerkwi, Pan Bóg osłania cię przed niepowodzeniami i nieszczę­ściami, których nawet nie podejrzewasz.

W czasach Teodozjusza Wielkiego w Konstantynopolu sprzedano do nie­woli Teofila. Siła jego miłości do rodziców była tak wielka, ze zgodził się on zostać niewolnikiem tylko dlatego, by wyżywić swego staruszka-ojca! Przy pożegnaniu ojciec dał mu radę: „Mój synu, cokolwiek by ci kazano robić w nie­dzielę, najpierw pójdź do Domu Bożego. Zostań do końca Liturgii Sw., a po­tem wracaj czynić swoje powinności.”

Patrycjusz Konstanty-właściciel Teofila, był jednym z dworzan cesa­rza. Bardzo szybko polubił swego sługę za dobry charakter i zawsze trzy­mał go blisko siebie. Pewnego razu, śpiesząc się na wezwanie imperatora, Konstanty zapomniał wziąć teczkę z dokumentami wagi państwowej. Wy­słany po nie Teofil natknął się w domu na żonę patrycjusza, która pod nieobecność męża zdradzała go z innym sługą. Chcąc ukryć swój wystę­pek, bezwstydna kobieta po powrocie męża całe zajście obróciła przeciw­ko Teofilowi: „Sługa, którego zawsze trzymasz przy sobie, uwodził mnie i zapewne zniesławiłby, gdyby na mój krzyk nie przybiegł inny. Każ go zabić tak jak na to zasługuje, albo ja odejdę do swojego ojca”. Przestęp­czyni dopięła swego i przekonała męża, aby zabił Teofila. Patrycjusz umówił się z egzarchą, aby jego sługa został ścięty, a głowę przysłano Konstante­mu. Egzekucję wyznaczono następnego dnia. Rankiem patrycjusz rozka­zał Teofilowi: „Pójdź do egzarchy i pozdrów go ode mnie, a on da ci odpo­wiedź, na którą czekam.” Niczego niepodejrzewający młodzieniec udał się w drogę. Przechodząc obok Świątyni Przenajświętszej Bogarodzicy, za­trzymał się i wszedł do środka. Odprawiano Liturgię Św. i Teofil został do zakończenia nabożeństwa.

W tym samym czasie występny sługa, oczekując z niecierpliwością głowy Teofila, zwrócił się do Konstantego: „Panie, może poszedłbym do domu eg­zarchy i przyniósł jego odpowiedź?” „Idź”- usłyszał w odpowiedzi. Niegodzi­wy sługa prędko pobiegł do domu egzarchy i pozdrowił go w imieniu swego pana. Obecny przy tym kat, nie namyślając się długo, ściął mu głowę, sądząc, że to sługa, którego chce uśmiercić patrycjusz. Gdy ludzie egzarchy pakowali ściętą głowę, wszedł Teofil i pozdrowił gospodarza w imieniu swego pana. Egzarchą przekazał mu zapieczętowaną przesyłkę dla Konstantego. „Co przy­niosłeś?” – zapytał go po powrocie zaskoczony Konstanty. „Paczkę, którą przekazuje ci egzarchą” – usłyszał w odpowiedzi. Przez cerkiew Bóg uchronił przed śmiercią Teofila, a patrycjusz poznał prawdę i usynowił wiernego sługę.

Uratowało go pójście do cerkwi!

Drogi przyjacielu, wracając z cerkwi, przepełniony jesteś radością i łaską.

„Przychodź do cerkwi -mówi Św. Jan Złotousty – aby wyjść z niej pełnym niebiańskich darów, aby będąc w jakiejkolwiek sytuacji, pozostać nietkniętym i uzbroiwszy się w broń duchową, stać się niedostępnym (i nieosiągalnym) dla diabla”. O powracających ze świątyni pewien poeta ułożył strofy:

Woń łaski niczym rzeka Wzdłuż drogi popłynęła A tobie niewidzialnie Sam Chrystus towarzyszy.

Dzięki otrzymanym w cerkwi Bożym błogosławieństwem wszystkie twoje sprawy ułożą się pomyślnie.

–   Dlaczego pracujesz w niedzielę?- zapytał rzemieślnika pewien sprzedawca.

–   Ponieważ jestem biedny- odpowiedział.

–   Ile już lat pracujesz?

–   Całe moje życie.

-I nie stałeś się bogaty! Umówmy się, że przestaniesz pracować w niedzie­le. Pracuj sześć dni bez przerwy, ale w niedziele idź do cerkwi. Przyjdę do ciebie za pół roku i wynagrodzę straty, które poniesiesz będąc w cerkwi.

-No i jak sprawy?- zapytał go za sześć miesięcy.

–  Nieźle- odpowiedział rzemieślnik-oto i krowę kupiłem…

Okazuje się, że miał rację ten, kto powiedział: „Znam dwa niezawodne sposoby by stać się biednym: kradzież i praca w świąteczny dzień!”. Przypo­mnijcie, kogo staramy się ustrzec? Naszych domowników. Tak samo Bóg chroni tych, którzy należą do Jego Cerkwi.

6. Przykazanie Boże

W Starym Testamencie powiedziano: „Pamiętaj o dniu sabatu, aby go świę-cić”(Ks.Wyj.20,8). Dlatego Bóg kazał Mojżeszowi wznieść Namiot Zgroma­dzenia, który stał się centralnym miejscem nabożeństw. Określił również wszyst­ko, co dotyczy obowiązków duchowieństwa i składania ofiar.

Dwunastoletniego młodzieńca Jezusa znaleziono w świątyni, a potem cho­dził On nieustannie do synagogi i Świątyni Salomona „I wszedł według zwy­czaju Swego na dzień sabatu do synagogi (Łk. 4,16 ).

Również Apostołowie razem z wiernymi chodzili do świątyni i odprawiali Liturgię Św. w domach chrześcijan. „I trwali oni w nauce apostolskiej i wspól­nocie, w łamaniu chleba i modlitwach”(Dz. Ap. 2,42).A także „Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyj­mowali pokarm z radością i prostotą serca”(Dz. Ap. 2,46).

Męczennik Justynian Filozof informuje nas, że pierwsi chrześcijanie gro­madzili się na nabożeństwa w każdą niedzielę. „Bywa zebranie, gdy wszyscy zamieszkujący miasta i wsie gromadzą się w jednym miejscu i czytają pisma Proroków. Po zakończeniu wybrany przedstawiciel wygłasza pouczenie i na­pomina wszystkich, by naśladowali usłyszane słowa. Następnie wszyscy wsta­jemy i modlimy się, po czym przynoszą chleb, wino i wodę, a celebrant, o ile starcza mu sił, wznosi modlitwę i dziękczynienia. Słowem „amin” lud wyraża swoją jednomyślność. I bywa rozdanie każdemu i przyjęcie Darów, nad Któ­rymi wznoszono dziękczynienia. Dla tych, którzy nie byli obecni, posyła sieje przez diakonów”.

Tych, którzy nie przestrzegali czwartego przekazania i nie przychodzili do świątyni, czekała surowa anatema- odłączenie od Cerkwi! „ Jeżeli ktokolwiek, nie mając żadnej pilnej potrzeby lub przeszkody, która by na dłuższy czas oddaliła go od Swego Kościoła, lecz przebywając w mieście, w ciągu trzech niedzielnych dni kolejnych trzech tygodni nie weźmie udziału w nabożeństwie publicznym, to du­chowny niech będzie wydalony z kleru, zaś laik niech będzie wyłączony ze spo­łeczności kościelnej .”(Kanon 80 VI Soboru Powszechnego). Jakże i nie przestrze­gać przykazania, które dał Sam Pan Bóg.

7. Nasze posłannictwo

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, na czym polega nasze ludzkie powo­łanie? Na służbie Bogu! Stworzeni jesteśmy, aby służyć wszystko ogarniają­cemu i doskonałemu Bogu. Przy tym nieważne jest, czy jesteśmy tego świado­mi czy też nie, służba należy również i do istot wyższych.

Szczęście człowieka zawiera się w służbie Bogu. Miara szczęścia jest wprost proporcjonalna do umiejętności służenia Bogu. Podobne zjawisko zachodzi u muzyka. Tylko ten, który bardzo dobrze zna swoją pracę,- przeniknął w se­krety harmonii, może delektować się muzyką. Na przykład wielki kompozytor Beethoven, słuchając muzyki czul się jak w Raju. Miliony podwiżników (ludzi poświęcających swoje życie Bogu), nie bacząc na wszystkie niedostatki i cier­pienia, doświadczały błogosławieństwa, ponieważ całkowicie oddawali się oni służbie Bogu.

Do Niego będą skierowane nasze pragnienia również w przyszłym życiu. W jaki sposób wejdziesz do królestwa Bożego i jakiego doświadczysz błogo­sławieństwa, jeżeli teraz nie chodziłeś do świątyni i nie nauczyłeś się służby Bogu? Jak może człowiek, który nie chodził do szkoły podstawowej, który nie zna liter, wstąpić na uniwersytet i z przyjemnością i zainteresowaniem słu­chać zajęć i skorzystać z nich? W przyszłym życiu, gdy ujrzymy wszystko w prawdziwym świetle, wielu zacznie gorzko żałować i powie: „ Gdybym wiedział o tym wcześniej”. Będzie jednak za późno: nie pracując w swoim powołaniu na ziemi, utracili je na zawsze.

8. Liturgia-najkrótsza droga naszych modlitw do Boga

Wiele osób, nie chodząc do cerkwi, tłumaczy to sobie mniej więcej tak: „Nic strasznego, Bóg jest wszędzie, mogę się pomodlić w domu”. To jednak nie to samo. W domu możesz się pomodlić, ale nie możesz odprawić Liturgii Św. W cerkwi przebywa Sam Chrystus i do Niego należą słowa: „Gdzie dwo­je lub troje zebranych w imię Moje, tam Ja jestem wśród nich”. Jeżeli Chry­stus przebywa pośród dwóch czy trzech, pomyśl, z jaką radością znajduje się w miejscu, gdzie zebrały się dziesiątki, setki, a nawet tysiące. Pan błogosławi każdą rzecz, o którą ludzie proszą wspólnie. Zgodnie z obietnicą, czekamy w cerkwi, by Bóg spełnił nasze prośby, a On błogosławi nas z nawiązką. Ja­kiż, zresztą, ojciec nie spełni z radością prośby swoich dzieci, jeśli wszystkie razem proszą go o coś dobrego (korzystnego dla nich)? To powód, dla którego wszyscy wiedzący o tym wierni powinni wołać za sobą wiernych. A im więcej będzie nawołujących, tym więcej będzie słyszących i odpowiadających.

Właśnie dlatego diabeł robi ciągle zamieszanie i stara się odwlec człowie­ka od Cerkwi. Co podczas wojny okupanci niszczą najpierw? Linie łączności, aby odciąć zaopatrzenie.

Pewien Święty przechodził w niedzielę obok świątyni, na której dachu spał spokojnie diabeł. Minął świątynie i doszedł do pobliskiej (sąsiedniej) miejscowoś­ci gdy zobaczył, że wielu chrześcijan podąża do cerkwi, a wielu już jest w środku. Dookoła świątyni, z bronią i rozmaitymi przyborami kłębiły się tłumy biesów.

–   Co się dzieje?- zapytał jednego z nich. – cerkiew jest i tu i tam. Dlaczego
tu jest was tak wielu, a tam tylko jeden?

–   To bardzo proste- odpowiedział bies. – Czasownia jest teraz pusta, dlate­
go wystarcza jeden. Za to tu, jak widzisz, jest masa pracy…

ROZDZIAŁ III

WYMÓWKI

1. Ubiór

„Chcę iść do cerkwi, ale nie mogę. Nie mam w czym – wykrzykuje ktoś -jak mogę pójść w takim starociu.”

Innymi słowy poszłabyś, jeżeli miałabyś ładny, modny strój. Ale w takim razie idziesz nie w imię Boga, a w imię swojego stroju, aby zabłysnąć. Czy słyszałaś w którymkolwiek fragmencie Ewangelii, że Chrystus mówi, by idąc do cerkwi, wkładać piękny i modny strój? Chrystus zobaczy twój duchowy nastrój, twoją gotowość do modlitwy i służby dla Niego, a nie twój strój. Bez względu na wiek twojego ubrania nie powinno ono stanowić dla ciebie prze­szkody, by pójść do świątyni.

Martwisz się, co powiedzą ludzie? Uprzytomnij sobie, o co troszczysz się przed drzwiami cerkwi: o ludzkie czy o Boże? Czy parafianie nie widzą cię poza cerkwią i nie widzą, jakie masz stroje? Spójrz na to też z innej strony, gdybyś w ogóle nie miała ładnych ubrań, przyjęłabyś to z pokorą i chodziła­byś, nie zwracając uwagi na komentarze i uwagi ludzi. W taki sposób idź i do Boga, a wtedy On Cię wynagrodzi.

2. Duchowieństwo

Są ludzie, którzy nie chodzą do cerkwi, ponieważ nie podobają im się kap­łani, lektorzy, chórzyści czy parafianie. W takim razie, z jakiego powodu cho­dzisz do Cerkwi? Aby popatrzeć na ludzi czy pomodlić się do Boga? To nie twoja sprawa, jacy to ludzie- dobrzy czy źli. Twoim zadaniem jest widzieć wła­sne grzechy, aby otrzymać przebaczenie od Boga. A duchownych-czy to niegod­nych czy dobrych, sądzić będzie Bóg. I nawet, jeśli są niegodni, to mimo to są sługami Boga i sprawują Sakramenty. Bóg (posłał) postawił ich, aby przeba­czali, oświecali i błogosławili. Jeśli Król zaprosi cię do pałacu, aby dać ci to, czego pragniesz, to odmówisz przyjść tylko dlatego, że nie podoba się ci zarząd­ca pałacu? Mój drogi, chodzisz do Cerkwi nie dla duchownego czy lektora, a w imię Chrystusa, aby otrzymać to, co da ci Bóg za pośrednictwem kapłana.

Róża pachnie tak samo i w ręku niewinnego dziecka i w ręku mordercy. Tak samo łaska, którą przekazuje ci czy to cnotliwy duchowny, czy też nie­godny, schodzi prosto od Chrystusa, Który jest naszym mistycznym Przewod­nikiem.

3. Cierpienie

Jeszcze inni ludzie mawiają: „Straciłem wszelką nadzieję, nie mam czego robić w cerkwi. Po co pójdę tam po tym, jak straciłem żonę i dziecko?”. I czło­wiek ten całe miesiące i lata nie chodzi do cerkwi.

W takim razie, dokąd udasz się w takim momencie? Oczywiście, jeśliby zaproszono cię na ślub lub święto z tańcami i poczęstunkiem, masz pełne pra­wo odmówić. Ale mowa idzie tu, byś przyszedł do Domu Bożego. Tu obcujesz ze swoim Zbawicielem, tu otrzymasz pocieszenie. Tu ze słów Ewangelii i ka­zania usłyszysz, że twoje bliskie osoby nie umarły, nadal są żywe. Teraz jed­nak znajdują się w innym, lepszym świecie.

W świątyni możesz okazać troskę o bliską osobę, która przeszła do życia wiecznego. Czy wiesz, jaką pomoc i ulgę otrzymasz ty sam i jego dusza, gdy wspomniana będzie podczas Sw. Liturgii. Gdy usłyszysz słowa duchownego „TeoH om Teowc” („Twoja od Twoich”) powiedz „Panie, wieczny pokój daj jego duszy!”, a przyniesie mu to wielka ulgę

4. Życiowa bieganina

„Skąd mam wziąć wolny czas? – wykrzykuje gospodyni. Muszę jeszcze pos­przątać w domu, przygotować obiad.” Znakomicie! W imię chwały życiowej wzgardzasz Cerkwią! Czy ktoś zmusza cię aby porzucić sprawy domowe? U do­brej gospodyni wszystko gotowe jest już w przeddzień wieczorem. Nie odkładaj na jutro tego, co możesz zrobić jeszcze dziś. Człowiek, który rozumie koniecz­ność (niezbędność) pójścia do cerkwi, poradzi sobie nie tylko z pracami domo­wymi, ale ma czas zrobić jeszcze wiele innych.

Mężczyźni również wtórują:, „Kto mówi, że Cerkiew jest złem? Tylko, kiedy zająć się swoimi sprawami?” Mówią oni to, mając na uwadze swoje niepierwszoplanowe obowiązki. Na niedzielę pozostawiają wszelkie drobia­zgi: korespondencje i zakupy. Na ten dzień planuje się wyjazdy, spotkania i wszystko, czego nie zdążyli zrobić w tygodniu.

Mój drogi! Czyżby nie starczało ci całego tygodnia, aby sprawić się z co­dzienną krzątaniną? Zapamiętaj! Pieniądze, które zarobisz w niedzielę, to ogień, który spali (w którym spłoną) i pozostałe. Pracuj, ile chcesz, ale Bóg da ci tyle, ile będzie uważał za słuszne.

Oprócz tego niedziela to Dzień Boży, dzień, który powinieneś poświęcić dla Niego. Twoje główne zajęcie, które tego dnia należy do ciebie – to pójście do świątyni, aby się pomodlić, usłyszeć Słowo Boże. Oczywiście – z całą ro­dziną. Podkreślam – CAŁĄ RODZINĄ. Ponieważ jeśli małe dzieci nie przy­zwyczają się do cerkwi, nie zajdą do niej, gdy dorosną. W niedzielę należy zadbać o swoją duszę. Czyż człowiek nie jest „dwuczęściowy”? Czyż oprócz ciała nie ma w nim duszy? I czyż dusza nie jest ważniejsza? Czyż nie wypada­łoby poświęcić jej więcej dni, a ciału -jeden? Ale Bóg wyznaczył sześć dni dla potrzeb ciała i tylko jeden dla duszy. A my lekceważymy nawet ten jeden!

Pewien duchowny opowiedział mi historię.

„Bogacz spotkał po drodze biedaka, który opowiedział mu o swoich nie­szczęściach. Ulitował się bogaty i dał mu 2 liry z siedmiu, które miał. Po tym, jak nieszczęśnik opowiedział mu jeszcze coś, ten dodał następne dwa liry. Pod­chodząc do źródła, postanowili się pokrzepić. Bogaty podzielił się jedzeniem ze swoim towarzyszem, a po usłyszeniu dalszego ciągu historii wręczył mu jeszcze 2 liry. Tak wielkie było jego miłosierdzie! Biedak natomiast, zamiast wdzięczno­ści, wyjął spod ubrania nóż i zażądał siódmego lira. Czarna niewdzięczność! Czego jest on godzien? – zakończył pytaniem duchowny.

–   Śmierci! – zakrzyczeli słuchacze.

–   Wy tak samo zasługujecie tak srogiej kary – powiedział im. – Wy jesteś­
cie tym niewdzięcznym biedakiem. Bóg dał wam sześć dni i tylko jeden wy­dzielił dla Siebie. A wy nawet i ten jeden dzień Mu kradniecie”.

I w rzeczy samej, pośród codziennej krzątaniny wielu zapomina o Cerkwi. Niedziele poświęcają na pustą stratę czasu oraz, niestety, dla grzechu. Cały ty­dzień pracownik trudzi się w obawie przed karą, a w niedziele ucztuje, szaleje w barach i spelunach. Trwoni swój czas w kinie, teatrze, na plaży. Tacy chrze­ścijanie, zamiast święcić niedzielę, plugawiąją. Bóg może powtórzyć: „Wasze święta są nienawistne dla mojej duszy”. Biedaczyska! Człowiek, który nie cho­dzi do cerkwi, nie może zrozumieć, jakiego pozbawia się skarbu! Załóżmy, że każdy, kto przyjdzie do cerkwi, dostawałby od duchownego po 100 zł. Co wy na to? Czy ludzie szukaliby wymówki, aby nie pójść? Jestem pewien, że nie. Nie wątpię też, że przychodziliby o świcie. Jeszcze przed duchownymi!

Żadnych prac w niedzielę! Żadnego pobłażania!

W 1884 roku do Londynu przybył z wizytą car Mikołaj. Chciał zobaczyć w niedzielę rankiem pracownię, która cieszyła się światową sławą. Posłano do zarządzającego z informacją o carskiej woli…

–  Przykro mi – odpowiedział – pracownia zamknięta jest w niedzielę rano.
Proszono go:

–   Trzeba otworzyć na godzinkę, dwie i zdobędziecie dzięki temu przychyl­ność cesarza wraz z wszelkimi jej następstwami.

–   Przychylność cesarza jest rzeczą dobrą, ale nawet jeśli rozkażę rozpo­cząć zajęcia w niedzielę rano, pracownicy się nie zgodzą, ponieważ jest on
sprzeczny z wolą Bożą. W tym czasie wszyscy będą w świątyni- odpowie­
dział zarządca.

5. Radio i telewizja

Ludzie mówią również: „Słucham radia i często trafiam na program «Mitro-polija» z muzyką cerkiewną”. Radio, mój drogi, jest dla chorych, żyjących za granicą, pływających po oceanie- dla tych, którzy nie mogą przyjść do świątyni. Nie jest ono dla zdrowych. Zdrowy człowiek stoi w cerkwi. Podczas nabożeństwa najważniejsza jest nie muzyka, a Sakrament, Ofiara Chrystusa. Tego nie ma w do­mu. Chrystus Sam Siebie składa w ofierze za wierzących w Niego i w imię tego ofiarujesz to, co dla nas dobre i korzystne. Bóg nie może wyrzec się nas, ponieważ nie pozwala Mu na to ofiara Chrystusa. Transmisja – czy to radiowa, czy telewi­zyjna, nie może pokazać istoty nabożeństwa. Nabożeństwo to duchowa agapa, natomiast radio- tylko jej zapach. Czy wystarczy ci on, by zaspokoić głód?

Wycieczki stały się obecnie kolejną przeszkodą pójścia do cerkwi. W czasie, gdy dzwonią dzwony, nawołując chrześcijan, organizowane są wycieczki. Chłopcy z dziewczętami, staruszkowie z wnuczętami, babcie – ledwie przebierające no­gami – wszyscy spieszą do autokaru wycieczkowego. Wytłumaczenie jest nastę­pujące: cały tydzień pracujemy, chcemy odpocząć, pooddychać świeżym powie­trzem. Oczywiście, dozwolone jest i powietrze i spacery, ale przecież wiele osób jeździ nie dla powietrza, a dla mody.

Czy odpoczywają? Tylko meczą się i w poniedziałek idą do pracy rozbici.

A oto, jak byłoby zrobić mądrzej. Najpierw cerkiew, potem – wyjazd. Pobądźcie na nabożeństwie, a później udajcie się na miejsce spotkania. Autobus nie zaczeka? W takim razie umówcie się, by poczekał, albo organizujcie wy­jazdy z chrześcijanami.

Mówi się, nie bez podstaw, że takie wyjazdy organizowane są specjalnie, przez przeciwników chrześcijan, aby ci nie chodzili do świątyni. Żydzi świę­tujący sobotę do dnia dzisiejszego, zmuszeni byli odpoczywać w niedzielę z powodu święta chrześcijan. Wywalczyli jednak, by i sobotę również uzna­no dniem wolnym, rzekomo, dlatego, by ludzie mogli jeździć na dwudniowe „spacery”. Najpierw osiągnięto to w Ameryce, a potem i na całym świecie. Prawosławni chrześcijanie powołani do tego, by sławić Chrystusa w nie­dzielę, przyzwyczaili się do tych dwudniowych wyjazdów.

6. Polowania

Wiele osób nie może pójść do cerkwi, ponieważ w niedzielę z samego rana, uzbrojone, w towarzystwie psów czy ze sprzętem rybackim udają się w góry, doliny czy nad wybrzeża morskie. Jakie mają z tego korzyści? Zdradziecki jest nałóg myśliwski, zdradziecki również i rybacki.

Cały dzień chodzą, kłują ich kolce, doskwiera zimno lub upał, a wszystko to tylko dlatego, aby z reguły wrócić do domu z pustymi rękami. Dobrze, jeśli to tylko tak. Ale przecież dla jakiegoś ustrzelonego ptaszka, zabieganego zają­ca czy złapanej małej rybki zapominają o Cerkwi! „To przecież nałóg” – po­wiesz. Oczywiście, i dlatego należy z nim walczyć, aby żadna namiętność tobą nie władała.

7. Sen

–    Tylko niedziela pozostaje, by się wyspać.

–    No co ty? W inne dni nie śpisz?

–    No a praca, a inne sprawy?

W niedzielę – cerkiew. Będąc w pracy, boisz się nie posłuchać swojego szefa. A Boga się nie boisz? Jeżeli opuścisz pracę, stracisz dniówkę, a czy nie pomyślałeś, co stracisz, oddalając się od Cerkwi i Boga?

A zatem, chcesz się wyspać. W takim razie połóż się wcześniej w sobotę, nie siedź do północy w teatrze, kinie czy na imprezach. W sobotę należałoby unikać innych zajęć, aby przygotować się należycie do głównej wizyty, którą następnego dnia złożysz Bogu.

ROZDZIAŁ IV

JAK ZACHOWYWAĆ SIĘ W CERKWI

1. Przygotowania

W ciągu tygodnia. Dobry chrześcijanin pamięta o cerkwi przez cały ty­dzień. Czeka z cierpliwością na dzień, w którym pójdzie do świątyni. Jeśli cały tydzień przeżyłeś beztrosko, to chociażby z niedzielę postaraj się swoje myśli poświęcić na rozmyślanie o Cerkwi. Kieruj nimi, nie bacząc na to, że zachowuje się jak złodziej zamknięty w więzieniu, szukający wszelkiego spo­sobu, aby wyrwać się na wolność w objęcia świeckich myśli.

W sobotę wieczorem. Przede wszystkim dzień ten należy poświęcić przy­gotowaniu się do cerkwi.

Rozpocząć należy od czystości fizycznej. Na oficjalne spotkania chodzisz przecież czyściutki. Jak w takim razie do Boga wybierać się niedomytym? Podkreślam jednak, że wszystkie te przygotowania powinno się załatwiać w przeddzień wieczorem, a nie w niedzielę rano. Rano lepiej wcześniej pójść do cerkwi.

Nie zapomnij też o nastroju duchowym. Jeśli masz możliwość, przeczytaj Ewangelię i Dzieje Apostolskie na następny dzień, a także związane z nimi kazanie ze „Zbioru kazań ewangelicznych”. Jeżeli zamierzasz przystąpić do Priczastija (Komunii Św.), przeczytaj modlitwy. Przypomnij, jak minął ty­dzień, aby przed Krzyżem i Ewangelią nie zapomnieć, czym zgrzeszyłeś od momentu ostatniej spowiedzi. Możesz zapisać swoje grzechy na kartce, abyś nie zapomniał przynieść skruchę i pamiętał o najmniejszym grzechu, nawet gdy wróg zacznie odwracać twoją uwagę.

Przypomnij wszystko, aby otrzymać przebaczenie od Boga. Przypomnij całą dobroć otrzymaną od Niego, i podziękuj Mu. I miej się na baczności, ponieważ w sobotę wieczorem szatan wszelkimi sposobami będzie przeszka­dzał ci, szczególnie zaś, gdy przygotowujesz się przyjąć Priczastije (Komunię Św.).

2. Bojaźń Boża

Pamiętaj, że będąc w świątyni, znajdujesz się przed obliczem Boga! Przed obliczem króla czy patriarchy stoisz na baczność, a przed obliczem Boga -z rękami w kieszeniach! To ewidentny brak szacunku!

Przebywając w świątyni, Bóg ze Swojej wielkiej miłości, nie pokazuje nam Swego oblicza: „Nie możesz oglądać oblicza Mego, gdyż nie może mnie człowiek oglądać i pozostać żywym” (Wyj. 33,20). Ba! A któżby mógł ustać przed nim? Prorok Izajasz, gdy ujrzał Boga siedzącego na wysokim i majestatycznym tronie, otoczony zastępami aniołów, wykrzyknął: „Bia­da mi!”. Cóż w takim razie mamy powiedzieć my? Izraelici, ujrzawszy górę Synaj, całą dymiącą, ponieważ Bóg zstąpił na nią, nie ośmielili się do niej zbliżyć. Wybrali spośród siebie Mojżesza i on stanął przed Bogiem. A w jaki sposób my wytrzymalibyśmy, widząc Go? Mając to w pamięci, stój w skupieniu z głębokim szacunkiem w cerkwi przed obliczem Wszech­mogącego.

Przyzwyczajenie zabija bojaźń Bożą i pozbawia uwagi, szczególnie u słu­żących w cerkwi: duchownych, lektorów, chórzystów. Wystarczy jedynie osłabić uwagę i krok po kroku wkrada się przyzwyczajenie. Podczas pierwszego na­bożeństwa ogarnia święty strach Boży, który powoli znika i wkrada się nie-czułość na świętość miejsca. Jest to tragedia, której następstwami są: ostudze­nie wiary i nawet odejście od Cerkwi. „Znam uczynki twoje, żeś ani zimny ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust Moich” (Apok. 3;15,16). Strzeż się tej choroby, a w razie pierwszych objawów staraj się szybko zwalczyć postępującą obojętność. Py­tasz, w jaki sposób? Przez szczerą skruchę.

Przychodząc do cerkwi, zajmij miejsce i stój nieruchomo. Nie wódź wzro­kiem, nie interesuj się, kto idzie i co robi. Nie rozmyślaj o codziennych spra­wach, one zostały poza obrębem świątyni. „ Odłóżmy teraz wszelką troskę”. Myśli niektórych ludzi, znajdujących się w cerkwi, zajęte są własnymi spra­wami.

Żyło dwóch braci, którzy byli rybakami. W niedzielę jeden mówi drugie­mu: „Pójdę do cerkwi, a ty zostań, by pilnować połowu, wędek i sieci”. Po czym starszy brat poszedł do cerkwi, natomiast młodszy pozostał. Siedząc w łódce, myślami przebywał jednak w cerkwi. Wyobrażał, jak w tym mo­mencie śpiewają„Czesniejszuju… ” („Czcigodniejszą”) i śpiewał sam. Oto doszli do stychir na „ Chwalitie… ” („Chwalcie…”) – on też wysławiał. A te­raz czas Doksologii Wielkiej „ Sława w wysznich Bohu… ” („Chwała na wy­sokościach Bogu”), a rybak kładł na sobie znak krzyża, i wtórował chórowi. A oto już „Błagosłowienno Carstwo… ” („Błogosławione Królestwo Ojca i Syna i Ducha Świętego…”) i myślami śledził przebieg Liturgii. Natomiast starszy brat stał w cerkwi na Liturgii, a myślami przebywał z bratem i rybą w łódce. Cały czas myślał : „Czy poradzi sobie mój brat? Zarzuci sieci? A może ryba nie bierze?”

Który z nich skorzystał z nabożeństwa?

3. Bez rozmów

Człowiek, który rozmawia w świątyni, nie modli się sam i przeszkadza in­nym. Pewien seminarzysta wszedł do cerkwi i uważnie śledził przebieg nabo­żeństwa. Znajomy stojący obok zapytał go:, „Czego uczą was w seminarium?” Ten przemilczał, ale sąsiad nie dawał za wygraną:, „Czego uczą was w semi­narium?” Gdy i tym razem nie otrzymał odpowiedzi, ponowił: „Pytam ciebie, czego was uczą?”. „Nie gadać w cerkwi” – padła odpowiedź.

4. Bez bormotania

Wiele osób ma zwyczaj po cichu podśpiewywać lub wyłapywać słowa du­chownego czy lektora, nie zastanawiając się, czy nie przeszkadzają sąsiadom w modlitwie. Należy przestrzegać porządku. Cerkiew to nie bazar – to Dom Boży.

Na głos wychwalają Pana lektorzy i duchowni, natomiast wierni modlą się w duchu.

W cerkwi starożytnej lud modlił się głośno i obowiązkowe do wspólnego wykonywania były często powtarzające się tropariony. Teraz również, na znak diakona, cała parafia może śpiewać: „Swietie tichij… ” („Światłości pogod­na…”), „Wzbrannoj Wojewodie…” („Walecznej Hetmance…”), „Christos Woskresie…” („Chrystus Zmartwychwstał…”).

Wspólne dla wszystkich modlitwy w cerkwi to „ Otcze nasz “, „ Wieruju “, tropariony, wieliczanija świąt. Bywa, że według uznania duchownego, do­puszcza się śpiewanie innych modlitw.

5. Kiedy można usiąść

Siedź wtedy, gdy można, natomiast stój podczas ważnych momentów: „Le­piej siedząc myśleć o Bogu, niż stojąc – o nogach”. Stać należy podczas „ Szestopsałmija”, „Czestniejszuju… “, „Sława w wysznich Bohu… “, rozpoczęcia Liturgii „Błagosłowienno Carstwo… “, Małego Wejścia, czytania Ewangelii, która jest Słowem Bożym. Czyż nie stojąc, żołnierze słuchają rozkazu króla? Szczególne skupienie zachowaj w momencie „ Twoja ot Twoich “! Wtedy właśnie Duch Święty schodzi na chleb i wino i przemienia je w Ciało i Krew Chry­stusa. To najważniejszy moment Sakramentu – serce Liturgii Św. Na stojąco śpiewaj też „Otcze nasz”, a gdy usłyszysz „So strachom Bożiim.. ” – uczyń pokłon, ponieważ w św. Czaszy wychodzi do nas Sam Chrystus.

Dobrze byłoby, gdyby każdy z nas miał swoje siedzenie, jak kiedyś w Cerkwi Starożytnej (stąd „Premudrost’ prosti, ustyszym Swiataho Jewangielija cztieni-je “). Jednak dlatego, że jest mało miejsca, a wielu modlących się  miejsca należy ustąpić chorym i starszym ludziom. Nie zajmuj miejsca bezczelnie, tak że nawet buldożer miałby problem z zepchnięciem cię z niego. To oczywiste, że się mę­czysz, ale pamiętaj, że im więcej wysiłku, tym większa nagroda od Boga.

6. Znak krzyża

Należy również wiedzieć, kiedy czynić znak krzyża. Zawsze na początku i końcu każdej modlitwy, na początku jutrzni przy słowach duchownego: „ Bła-gosłowien Boh “. Również przy wygłaszaniu imienia Przenajświętszej Trójcy: „Błagosłowienno Carstwo Otca i Syna i Swiataho Ducha… “. Przenajświętszej Bogarodzicy, podczas modlitwy: Czestniejszuju… “.Kiedy słyszysz imię Świę­tego, którego pamięć czcimy tego dnia oraz w kluczowych momentach nabożeń­stwa, np.: „ Twoja ot Twoich ” itd. Nie przejmuj się, jeśli na początku zrobisz coś nie tak, pamiętaj, że wiedza i doświadczenie przychodzą z czasem.

7. Porządek podczas przystępowania do (Priczaszczenija) Komunii Św.

Jak przykro jest patrzeć na przepychanki przed św. Czaszą. Ludzie sprze­czają się kto pierwszy podejdzie, hałasują, przepychają się! Był nawet przypa­dek, gdy jeden człowiek wyprzedził drugiego, za co ten …go zabił. Przed samą św.Czaszą.

Podchodząc do św. Czaszy, chrześcijanie powinni zachować kolejność i po­rządek .Każdy modli się w duchu, aby Bóg zmiłował się nad nim. Przypomnij sobie, gdzie podchodzisz i nie zwracaj uwagi na to, jak zachowująsię inni. Nie gniewaj się, jeśli duchowny zwróci ci uwagę i nie patrz srogo, jeśli ktoś cię trąci.

8. Konieczność zachowania milczenia i porządku do końca nabożeństwa

Bywa, że nabożeństwo jeszcze nie dobiegło do końca, a dookoła słychać po­witania, śmiechy. Całą Liturgię królowała cisza, a przy końcu podniósł się ha­łas. I oto obserwujesz, jak przed świątynią, albo jeszcze i w przedsionku, zaczy­nają się powitania i obejmowania. Co to? Czy to kozy, które wyrwały się z za­grody? Nie, to witają się chrześcijanie po wyjściu z cerkwi.

Świątynia to nie zajazd, gdzie każdy przychodzi, je i wychodzi. To dom naszego Niebiańskiego Ojca. Oczywiście, odwiedzenie cerkwi daje nam moż­liwość pobyć wśród braci i sióstr. Dobrze byłoby utrzymywać z nimi kontakty

–  ale nie w ścianach świątyni i nie podczas nabożeństwa.

9. Kolejność całowania ikon

Najjaskrawsze okazanie uczucia miłości to pocałunek. Gdy podchodzimy do ikony z zamiarem wyrażenia naszych uczuć do przedstawionego na niej Świętego, Bogarodzicy czy Samego Zbawiciela, zwracamy się-jak mówi św. Jan Damasceński – nie do drewna i farb, a do Postaci Przedstawionej. Doty­kając ustami desek, swój pocałunek adresujemy do Samego Chrystusa, Matki Bożej i przedstawionych świętych.

Jednak, aby skorzystać duchowo, należy zachować kolejność. Każdy, kto wchodzi do cerkwi, najpierw podchodzi do czczonej w tej cerkwi ikony. Pod­czas nabożeństwa nie obchodź wszystkich ikon cerkwi i ikonostasu niczym arcypasterz. Takie zachowanie to wybryk i nieposłuszeństwo. Chodząc po całej cerkwi, przeszkadzasz innym wiernym w skupieniu się na modlitwie. Twoja cześć, którą oddajesz ikonie, staje się dla nich pokusą. Do pozostałych ikon podejdziesz później. „ Wszystko niech będzie u was jak należy i jak przystoi”

–  naucza Pismo Święte.

ROZDZIAŁ V

TO NIE OBRAZ A CIAŁO I KREW

Wiele osób zapewnia nieustannie, że Liturgia Święta jest tylko wspomina­niem, a chleb i wino to obrazy i tak jak one nie mają głębszej treści. Zapamiętaj, że to nie są obrazy. To Ciało i Krew Chrystusa, i oczywiście, wielki jest Sakrament, który się dokonuje.

1. Liturgia Święta

Liturgia Święta jest centrum wszystkich nabożeństw. Bez niej nie można otrzymać zbawienia i wejść do Królestwa Bożego. Cerkiew to statek kosmicz­ny, który zaniesie cię do Nieba. A wiesz, dlaczego? Dlatego, że dokonuje się w niej Ofiara.

W ofierze składany jest Chrystus, Baranek Boży. Proponuje On nam strawę, która da nam życie wieczne: „Ja jestem chlebem życia. Kto przychodzi do Mnie, nie będzie łaknął, kto wierzy we Mnie, nigdy nie będzie pragnął” (Jan 6,35).

Żadna z ofiar nie jest tak pożądana przez Boga jak ta! Przyjmuje ją i ofia­rowuje nam Swoje błogosławieństwo i łaskę. A oto, dlaczego.

Wiadomym jest, że ludzkość zboczyła z właściwej drogi i winna jest przed Bogiem za nieposłuszeństwo. Olbrzymi jest grzech – proporcjonalna do niego i kara. Świadomość winy zmusiła ludzi szukać u Boga przebaczenia. W prze­ciągu wszystkich lat ludzie starali się ułaskawić Go przez składanie ofiar. W tym celu przynosili owce, bydlęta, a nawet i własne dzieci. „Ziemię zbez­cześciły zabójstwa. Zamordowali swoich synów i swoje córki” – wykrzykuje prorok. Czy otrzymali przebaczenie? Nie, poczucie winy nadal pozostawało. Należało złożyć jedyną Ofiarę, której wartość mogłaby dorównać Bożej spra­wiedliwości, i której Bóg pragnął.

A gdzie grzeszny człowiek mógł znaleźć odpowiednią Ofiarę? Nigdzie. Nie można było jej znaleźć wśród zwierząt, a nawet wśród niewinnych ludzkich dzieci. Na ziemi nie było nikogo i niczego, co mogło stać się godną ceną za wybaczenie ludzkości. I wtedy Sam Bóg zesłał ludziom niezbędną Ofiarę.

Bóg posłał na ziemię Swojego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa jako jedyną możliwą dla Siebie ofiarę. I Syn został ukrzyżowany na Golgocie. Wielka Ofiara i bezcenna! Jednorodzony Syn Boży zostaje stracony. On – Niewinny, cierpi karę, aby wybaczono i zbawiono winnych. Czyż nie jest to przejaw Miłości?! Podczas każdej Liturgii Św. Ofiara ta zostaje złożona ponownie. Kolejny raz Chrystus idzie na stracenie i składa się w ofierze w imię naszego zbawienia. Na Ołtarzu Św. obecny jest Sam Chrystus. Duch Święty zstępuje na żertwiennik (stół ofiarny) i zamienia chleb i wino w Ciało i Krew Chrystu­sa. Ofiara została złożona.

I Bóg ponownie Ją przyjmuje. W imię Ofiary Swojego Syna daje nam wy-baczenie(przebaczenie) i to o co prosimy Go w tym czasie. Pytam zatem -czyżby to tylko obraz? Nie, tu dokonuje się prawdziwy Sakrament!

2. Prosfora

Ona również ma swoje znaczenie. Nosi nazwę prosfory, ponieważ jest przy­noszona (prosfora od greckiego – przynieść; chleb, wykorzystywany podczas dokonywania Sakramentu). Bywa, że nazywają ją „liturgią”, bez niej bowiem, niemożliwa jest Liturgia Święta. Jeśli potrzebowalibyśmy złota i diamentów do tak wielkiej Ofiary, skąd mielibyśmy je wziąć? Oto, dlaczego mądrość i mi­łość Boża znalazła ten prosty sposób.

Chleb można znaleźć w każdym domu, ale gdy przyniesiesz go do świątyni, stanie się on Ciałem Chrystusa! Pomyśl, jak wielkiego zaszczytu może dostąpić twój dom. Wyobraź sobie, że król, aby nakarmić swoje dzieci, zgodziłby się przyjąć od ciebie chleb i potrawy, które sam przygotowałeś. Jakiż był byś dumny! Jak starannie i chętnie przygotowywałbyś je i przyniósł do pałacu. Atu, przygotowujesz je dla samego Boga i on je przyjmuje. Czyż nie jest to cud?

Nasi przodkowie wiedzieli o tym i głęboko szanowali tę możliwość. Wy­bierali najlepsze ziarna pszenicy i własnoręcznie je mielili. Było specjalne sito i mieszadło do przygotowywania ciasta. Kobieta, która je zagniatała, nieustannie się modliła. Przygotowywanie zamieniało się w czynność świętą. Ale Bóg wynagradza stracone siły. A zatem, gdy twoja prosfora przeistacza się w Cia­ło Chrystusa, czy to jedynie obraz?

3. Modlitwy w intencji żywych i zmarłych (pominowienija)

Razem z prosfora podajemy zapiski(karteczki) z imionami naszych bliskich żywych i zmarłych (W naszych świątyniach i monasterach zapiski podaje się bez prosfor. Prosfory piecze się w specjalnych pomieszczeniach i stamtąd się je bierze.). W jakim celu podajesz te zapiski? Podczas proskomidii cząsteczki kładzie się na Diskos i razem z cząsteczkami Przenajświętszej Bogarodzicy, Zastępów Anielskich, Świętych leżą cząsteczki wyjęte za każde podane imię. Dokonują tego duchowni.

Podczas dokonywania Ofiary nasi bliscy obecni są obok Chrystusa, razem z Bogarodzicą, duszami Świętych oraz Aniołami. I w imię tego Bóg ofiaro­wuje pokój zmarłym, a żyjącym błogosławieństwo i opiekę.

Przytoczymy jeden z przypadków cudownej pomocy. W 1922 roku pod­czas wojny, w Azji Średniej znajdował się syn pewnej rodziny z Messyny. Domownicy bardzo martwili się o niego i nawet w nocy, podczas bitew, zamawiali w jego intencji Liturgię Św. Pewnego razu, o piątej rano, wypadł moment, gdy duchowny wypowiedział słowa „ Twoja ot Twoich ” i bliscy ze szczególną gorliwością modlili się za swojego żołnierza. Po kilku dniach dostali od niego list, w który pisał, że tej pamiętnej nocy dostał się do niewoli, ale o piątej rano udało mu się uciec od wrogów!

Oto, jak wielkie znaczenie mają modlitwy za bliskich.

4. Świece

Świec używano jeszcze w katakumbach do oświecania oraz jako dar dla Boga. Obecnie symbolizują nasz modlitewny nastrój. Atanazy Wielki pisze: „Przynosimy świece, olej i ładan”. Bogu może wystarczyć sama świeca, jako symbol pojednania między nami a Nim.

5. Ładan

To samo dotyczy ładanu. Ma on podwójne działanie. Zapalamy go jako „duchową woń”, aby Bóg „zesłał nam łaskę Ducha Świętego”. Używa się go również z powodu sił nieczystych, dla których zapach ten jest śmiercionośny. Męczy je, zmusza do ucieczki i okrywa wstydem. W żaden sposób nie mogą go znieść. Dlatego właśnie duchowny używa go podczas molebnia, a także przed rozpoczęciem Liturgii Św., aby wygnać ze świątyni złe duchy. Również na początku Sakramentu Chrztu okadza się chrzcielnicę, aby „nie ukrył się w wodzie demon ciemności”. Oto, dlaczego ładan niezbędny jest podczas od­prawiania nabożeństw i sakramentów.

ROZDZIAŁ VI

DLACZEGO NIEZBĘDNE SĄ OBRZĘDY CERKIEWNE?

Tak jak deszcz powoduje, że ziarno zaczyna kiełkować, tak nabożeństwo cerkiewne umacnia duszę w cnocie “. Św. Efrem Syryjczyk

„Można powiedzieć, że nie tyle człowiek wznosi i poświęca Bogu świątynię,

ile Sam Bóg daruje człowiekowi Swoją świątynię “. Metropolia Moskwy Filaret

1.0 istocie obrzędów cerkiewnych

W Cerkwi Prawosławnej jest wiele ceremonii, których forma odprawiania jest podobna do Sakramentów. Ceremonie te nazywane są obrzędami.

Jednakże istota obrzędów nie zawiera się w zewnętrznych działaniach, ale w wewnętrznym modlitewnym zwróceniu się do Boga.

Sakramenty ustanowił Sam Założyciel Cerkwi – Jezus Chrystus. Nie może­my jednak powiedzieć tego o obrzędach. Wielu spośród nich nie ustanowili na­wet Apostołowie, a wprowadzone zostały już w czasach poapostolskich. Dlate­go obrzędy sprawuje się i nad przedmiotami nieożywionymi.

Obrzędy sprawuje się w celu sprowadzenia łaski na wiernych, by pozyskać miłosierdzie, błogosławieństwo Boże dla człowieka, często na jego życie ze­wnętrzne i działalność (archim. Gieorgij Tertysznikow).

Niektórzy ludzie, usprawiedliwiając swoje odejście od życia cerkiewnego, na temat cerkiewnych porządków mówią: „ Wszystko u was to obrzędy i ob­rzędy – nic więcej; spełniłeś obrzęd i jesteś spokojny”.

Co w istocie oznacza słowo „obrzęd”! Weźmy część duchową, ponieważ w niej najmocniej wyraża się życie cerkiewne. Czym jest każde nabożeństwo? To ciąg modlitw, które czyta się, śpiewa oraz w myślach wznosi do Boga. To właśnie jego istota. Każde odprawiane nabożeństwo wymaga odpowiedniego czasu, miejsca i porządku, czyli odpowiednich dla siebie warunków. Wszyst­ko to jest obrzędem. Jednakże istota nie zawiera się w tych wskaźnikach ze­wnętrznych, a w ciągu modlitw przy tym wznoszonych.

Weźmy tak prostą czynność, jaką jest pisanie listu. Potrzebne są do tego długopis i papier, potrzebne jest również odpowiednie przygotowanie. Wszystko to – warunki zewnętrzne, bez których nie napiszesz listu, ale nie można też powiedzieć, że list zostanie napisany. List formuje się w umyśle i sercu. Gdy wyrazi się to na papierze, pojawia się list.

Tak samo jest z każdym odprawianym nabożeństwem i modlitwą. Ducho­wa potrzeba i pragnienie, by zwrócić się do Boga z prośbą czy podziękowa­niem, pobudza człowieka do konkretnego działania. Gdy zostanie ono wyko­nane, pojawia się modlitwa, w której wewnętrzne i duchowe zespala się z ze­wnętrznym i fizycznym. Patrząc na piszącego list, nie myślisz przecież, że w jego zewnętrznej pozie zamyka się pisanie listu? Nie myśl tak i nie mów tego również o modlitwie i służbie Bogu.

Uważamy, że swoją wiarę i służenie Bogu trzeba wyrażać poprzez zewnętrz­ny ustanowiony porządek. Ale, mimo tego, całej mocy dopatrujemy się nie zewnątrz, a wewnątrz, tj. wierzymy w moc wewnętrznego zwrócenia się do Boga, a nie w moc zewnętrznego rytuału (św. Teofan Zatwornik).

Także w innych aspektach życia cerkiewnego, jak post i jałmużna, istotę stanowi wewnętrzne nastawienie, z jakim je czynimy- nie ich zewnętrzna postać. Post posiada swoją stronę zewnętrzną, zatwierdzoną przez Cerkiew, która najmocniej uwidacznia się podczas gowienija (rekolekcji). Również jałmużna podawana jest według ustanowionych przez Cerkiew zasad, pod  różnorodnymi postaciami: obiady dla biednych, odwiedzanie więźniów, cho­rych itp. Wszystko to są cerkiewne porządki o charakterze obrzędowym. Ale istota tych działań tkwi nie na zewnątrz, a w wewnętrznym duchowym nastroju. Istota poszczenia i w ogóle wszelkiego poświęcenia w imię Boże nie tkwi jedynie w odmawianiu sobie jedzenia, snu itp. Ich sedno to uczucie skruchy i pokory oraz wyrzeczenie się wszelkiego zadawalania siebie. Tak samo jest z podawaniem jałmużny i innymi dobrymi uczynkami, których istota zawiera się w wewnętrznym nastroju człowieka, tj.: jego łaskawości, zagrze­wanej przez spojrzenie na miłosiernego Boga, Jego święte przykazanie i chwa­łę Jego imienia (św. Teofan Zatwornik).

2. Do czego potrzebne są cerkiewne obrzędy?

Wyobraź sobie wielką, szeroką i głęboką rzekę. Jej brzegi łączą mosty, ale zorganizowane są też inne środki przeprawy, łodzie, parowce. Ludzie udający się na drugą stronę korzystają z nich według upodobania: jeden pieszo, drugi łodzią, a trzeci parowcem.

Ale oto zjawili się mędrcy, którzy wymyślili, że dla ich przeprawy niepo­trzebne są ani mosty, ani łodzie, że jakiś duch schwyta ich i przeniesie. Pewni siebie i swojej teorii, siedzą nieruchomo na brzegu i z uśmiechem przyglądają się przeprawiającym się na drugą stronę, nazywając ich przy tym marnymi (sujetnymi). Czy trafią kiedykolwiek na drugą stronę? Oczywiście, że nie. Przesiedzą tak cały swój wiek.

Dokładnie w takiej samej sytuacji znajdują się ci, którzy stronią od Świętej Cerkwi i wszystkich jej zbawiennych instytucji ustanowionych dla naszego zbawienia przez Samego Chrystusa. Nie zobaczą drugiego brzegu, nie stąpią na ziemię zbawionych.

Nie możemy obyć się my – czasowo tylko przestrzenni, bez zewnętrznych rytuałów. Aniołowie także mają swoje rytuały, a w przyszłym życiu też będą swoje. Jedynie w duchu służenie Bogu może i powinno trwać nieustannie, nie ograniczone ani czasem, ani miejscem, ani położeniem.

Nasz duch żywi się i żyje, przechodząc liczne rytuały życia cerkiewnego i wydobywa z nich ukryte duchowe żywioły (św. Teofan Zatwornik).

Tak jak kobieta z krwotokiem, dotknąwszy rąbka szaty Chrystusa, ścią­gnęła Jego cudowną moc, tak każdy, kto czyni cokolwiek cerkiewnego lub jest obecny przy tym – przyjmuje dopływ duchowych żywiołów dla ożywienia swojego ducha (archim. Gieorgij Tertysznikow).

Należy rozumieć, że Cerkiew przepełniona jest mocami Niebieskimi. Kto zechce zetknąć się z nią, temu udzielą się jej siły. W styczność z nią wprowadzają różnorodne cerkiewne modlitwy czy modlitewne ceremonie (rytuały). Bez względu na to, przez jaki rytuał zetkniesz się z Cerkwią, do­tkniesz jej całej mocy. A poza Cerkwią- cokolwiek byś robił – nie ma zbawie­nia (św. Teofan Zatwornik).

3.0 chodzeniu do świątyni i stosownym zachowaniu w świątyni

Również w relacjach międzyludzkich, gdy znana osoba bez ważnych po­wodów, w określonym czasie nie odwiedza znajomego domu, to bierze się to jako znak lekceważenia i zerwania kontaktów. Czyż nie analogiczna jest sytu­acja, gdy chrześcijanin w świąteczne dni nie uczęszcza do cerkwi, lub robi to bardzo rzadko, i nie bierze udziału we wspólnej modlitwie? Czyż nie jest to z jego strony jawny znak obojętności wobec przymierza z Bogiem, a nawet jego naruszenie?

Możemy pić wodę we własnym domu, ale należy, abyś od czasu do czasu przyszedł zaczerpnąć ze źródła. Na wzór tego możesz w swoim domu, w samotni swojego serca, pić wodę łaski ze źródła modlitw; ale czasami trzeba przyjść zaczerpnąć wody łaski w świątyni Bożej, gdzie jest ona wyjątkowo żywa i ży­ciodajna jak w źródle a obfita jak w rzece. (Metropolia Moskwy Filaret)

Świątynia Boża jest najwyższą chrześcijańską uczelnią na świecie, ponie­waż wykładana jest w niej nauka nad naukami – nauka zbawienia. Tu propo­nowane jest dla wszystkich chrześcijan na wszystkie czasy, w wyczerpującym stopniu i perfekcyjne prawo Boże.

Całe nasze nabożeństwo zostało tak skonstruowane, że uważny chrześcija­nin przypomina sobie i dogmaty, i zasady życia.

Cerkiewne modlitwy (nabożeństwa) zawierają w sobie obszerną dogma­tyczną i moralną chrześcijańską teologię: osoba regularnie uczęszczająca do cerkwi i starannie śledząca jej czytania i śpiewy może nauczyć się wszystkie­go, czego potrzebuje chrześcijanin na polu wiary (archim. Gieorgij Tertyszni-kow).

4. Miejsce świątyni chrześcijańskiej w procesie zbawienia człowieka

Świat – to obce dla nas państwo. Nasz dom znajduje się w niebie, a jego przedsionkiem jest świątynia ziemska. Zatem spieszcie do niej jak ludzie po­wracający z obcego kraju pod rodzinny dach. Tu za każdym razem powitają was objęcia Boga Ojca. Tak jak małe dzieci biegną na zawołanie ukochanej matki, pragnąc nasycić się jej pieszczotami, tak wy spieszcie do świątyni. Tu nasza matka – Cerkiew z miłością obejmie was i obficie nakarmi słodyczami duchowymi (św. Teofan Zatwornik).

Gdzie są teraz ci, którzy cisnęli nas w święta? Słyszę, jak wielu powołuje się na upał, mówiąc: „ Teraz jest bardzo gorąco, upał nie do wytrzymania. Nie możemy znieść ciasnoty w tłumie, zalewając się potem i słabnąc od gorąca i ści­sku”. Uwierzcie, że wstyd mi za takich ludzi. To wymówki kobiet, albo – cho­ciaż i tak niedostateczne-raczej tych, którzy mają delikatniejszą i słabszą natu­rę. Czyż wymówka ta nie jest nierozważna, podczas gdy święci znajdując się w piecu, ogniu, w rowie, wśród zwierząt, w mule, więzieniu, studni, poranieni, pod nadzorem straży i pośród nieznośnych cierpień – nigdy nie powoływali się na nic podobnego a z wielką gotowością i gorliwością nieustannie przebywali w modlitwach i świętych śpiewach.

My nie cierpieliśmy żadnego z wymienionych prześladowań, a z powodu upału, odrobiny ciepła i potu lekceważymy sprawę własnego zbawienia. Pozostawiamy cerkiewne „zebrania” i błąkamy się poza, rozkładając się na zebraniach niemających w sobie nic zdrowego. Taka jest rosa Bożych słów, a ty zsyłasz się na upał? Chrystus mówi: „Woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody tryskającej ku życiu wiecznemu” (Jan 4,14) oraz „a z wnętrza tego, kto wierzy we Mnie, -jak powiedziano w Piśmie – płyną rzeki żywej wody.” (Jan 7,38).

Posiadając duchowe źródła i rzeki, powiedz mi, boisz się żaru uczuciowe­go? Powiedz mi, dlaczego nie żalisz się na bazarze, gdzie słychać niesamowity szum, panuje ciasnota i upal, na niezdrowe warunki? Wymówki te są skut­kiem beztroski duszy nieporadnej i pozbawionej płomieni Ducha.

Nie wstydzisz się Żydów, którzy tak starannie przestrzegają soboty i już w przeddzień wieczorem zaprzestają wszelkich prac? Jak tylko w piątek zoba­czą, że słońce skłania się na zachód, przerywają wszystkie umowy i kończą sprzedaż, a jeśli ktoś, kto zrobił u nich zakupy wcześniej i wieczorem przyno­si zapłatę, to nie pozwalają sobie jej wziąć i otrzymać srebro.

Ale co ja się tu rozwodzę nad zapłatą za zakupy czy też o umowach. Gdy­by mieli otrzymać skarb, to szybciej zrezygnowaliby z niego niż naruszyli prawa wiary. Widzisz jak Żydzi przestrzegają swoich zasad i to jeszcze przed ustanowionym czasem. Jak skrupulatnie trzymają się postanowień, które nie dość, że nie przynoszą im jakiejkolwiek korzyści, to jeszcze i szkodzą. Ty zaś jesteś wyżej cienia, dostąpiłeś zaszczytu ujrzenia Słońca Prawdy, dążysz do życia niebiańskiego, przyjąłeś prawdę, a nie okazujesz gorliwości nawet na równi z nimi. Woła się ciebie tylko na małą część dnia, a ty nie chcesz wyko­rzystać nawet tego czasu, by posłuchać Słowa Bożego?

Powiedz, w takim razie, jakie możesz otrzymać przebaczenie? Jaką solid­ną i uczciwą wymówkę możesz podać? Nie może w żadnym wypadku człowiek tak beztroski i nieporadny kiedykolwiek otrzymać przebaczenia , nawet gdyby tysiące razy odwoływał się do potrzeb spraw ziemskich.

Czyż nie wiesz , że gdy przyjdziesz pomodlić się od Boga , i weźmiesz udział we wspólnej modlitwie ,to oczekujące cię sprawy pójdą pomyślniej?

Trapią cię różne życiowe troski .Dla nich więc przyjdź do świątyni , aby otrzymać błogosławieństwo Boże i  wyjść  bezpiecznie , aby Bóg był twoim pomocnikiem ,abyś przy pomocy niebiańskiej prawicy stał się niezwyciężony  dla złych duchów .Jeśli skorzystasz  z modlitw św. Ojców ,weźmiesz udział we wspólnej modlitwie i wysłuchasz Słów Bożych –zdobędziesz pomoc Bożą .

W ten sposób wyjdziesz stąd osłonięty tą  bronią ,a wtedy i sam diabeł nie śmie spojrzeć na ciebie , nie mówiąc o ludziach , którzy starają się ciebie oczerniać .\

Jeśli wyjdziesz na targowisk bez tej broni , to staniesz się łatwym łupem dla wszystkich wrogów .

Dlatego wiele spraw ogólno społecznych ,jak i prywatnych , nie układa się po naszej myśli , ponieważ w pierwszej kolejności dbamy o sprawy ziemskie, a potem dopiero o duchowe ( Św. Jan Złotousty ).

Jeśli znajdując się pałacu króla, martwiłbyś się  i niepokoił , by nie zrobić nic nie stosownego wobec godności tego miejsca , to  jakim szacunkiem i czcią powinieneś wchodzić do Domu Króla  niebiańskiego! Jeśli w pałacu stałbyś pełen trwogi , mimo że nie widziałby cię , a może i byłby nieobecny ,to jaka trwoga powinna towarzyszyć ci w Domu Bożym , gdzie Wszechobecny jest zawsze ,gdzie wszystkowiedzący widzi cię bez przerwy ( Metropolita Moskwy Filaret)

Niektórzy ludzie stojąc w świątyni, zamiast prowadzić zbawienną rozmowę z Bogiem , zajmują się pustą gadaniną .Wyobraź sobie że jakiś człowiek stoi przed królem i rozmawia z nim. Wtedy na zawołanie jakiegoś sługi , pozostawia króla i rozpoczyna z nim rozmowę. Taki jest właśnie ten kto rozmawia i rozprasza się w czasie nabożeństwa ( Św. Efrem Syryjczyk)

Kto czas czuwania spędza na pustej gadaninie , lepiej zrobiłby gdyby to przespał ( Abba Izajasz)

Można do świątyni zabrać swój dom ,tj. myśli o sprawach ziemskich ; można też do domu zabrać świątynię – wspominając duchowe pieśni i pouczające teksty ( Jakub , arcybiskup Niżniegrodu)

ROZDZIAŁ VII

1. Krótkie opowieści z życia św. Ojców

Opowiadano, że abba Apollon miał ucznia o imieniu Izaak, który osiągnął doskonałość w każdym dobrym uczynku i pozyskał dar milczenia podczas dokonywania Wielkiej Ofiary.

Idąc do cerkwi, starał się unikać wszelkich spotkań. Zwykle mawiał: „Wszyst­ko jest dobre we właściwym czasie, ponieważ „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Ekl. 3,1). Gdy nabożeństwo dobiegało końca, to niczym gnany ogniem, mknął do swojej celi. Często po nabożeństwie bracia rozdawali suchary i kielich wina, ale Izaak nigdy nic nie brał. Nie dlatego jednak, by ignorował błogosławieństwo braci, ale dlatego, by zachować to milczenie, którego tak strzegł podczas nabożeństwa.

Pewnego razu zachorował. Bracia, dowiedziawszy się o tym, przyszli go odwiedzić. Siedząc, zapytali go: „Abba Izaak! Dlaczego po nabożeństwie uciekasz od braci?” Odpowiedział im: „Nie uciekam od braci, a od diabelskich intryg. Jeśli będziesz długo stał z zapaloną lampą na otwartym powietrzu wygaśnie ogień. Tak samo my, jeśli oświetleni Duchem Świętym, podczas nabo­żeństwa zbyt długo będziemy poza celą, nasz rozum zachmurzy się.” Oto, jakie życie wiódł abba Izajasz.

W 1466 r. epidemia morowego powietrza objęła ziemię nowogrodską. W ciągu roku zmarło 200000 ludzi. W tym czasie arcybiskupem miasta był św. Jonasz, który gorliwie modlił się o ustanie plagi. Pewnego razu, podczas modlitwy, usły­szał głos: „Idź z krzyżami, w otoczeniu całego oświeconego soboru do monaste-ru Zwierin, do znajdującej się tam na cmentarzu świątyni Opieki Matki Bożej. Idź na miejsce, gdzie zjawiła się ikona świętego Symeona Starca (Bogopriimca). Tam wznieś mu świątynię, a wtedy zaraza zniknie.” W ten sam dzień, świę­to Opieki Matki Bożej, św. Jonasz z całym duchowieństwem i mieszkańcami miasta, udali się na święte miejsce i w ciągu dnia wybudowali świątynię. Św. Jonasz od razu oświecił ją, odprawił Liturgię Św. i zaraza ustała.

EPILOG

Widać, czytelniku, że wystarczyło ci cierpliwości, by doczytać tę książecz­kę do końca. Jaka zatem korzyść wypływa z chodzenia do cerkwi? Stajesz się człowiekiem, wzbogacasz się duchowo, stajesz się sprzymierzeńcem porząd­ku i sprawiedliwości, odpoczywasz duszą i ciałem. Otrzymujesz siły, by przeciwstawiać się życiowym udrękom. Błogosławieństwo Boże schodzi na ciebie i twój dom. Tu jednasz się z Bogiem, z godnością oddajesz mu cześć i wypeł­niasz swoje przeznaczenie. Ileż więc tracisz, żyjąc poza Cerkwią!

W jaki sposób postąpisz? Dziś jeszcze postanów regularnie uczęszczać do świątyni. Pozostaw wszelkie wymówki i usprawiedliwienia. Nic nie może być przeszkodą za wyjątkiem ciężkiej choroby. Pewien starzec mówił: „Jeśli pło­mienie z czterech stron otoczyły twój dom, a ty przykuty jesteś do łóżka i nie jesteś w stanie wstać, by zgasić ogień, to tylko taki przypadek usprawiedliwia cię od opuszczenia nabożeństwa.” Przypomnij sobie, że gdy opuszczasz trzy z rzędu nabożeństwa, bez znaczącej przyczyny, to jesteś odłączony. Słyszysz?! ODŁĄCZONY! Od całej Powszechnej Cerkwi.

Pozostaw zatem wszystko i zacznij chodzić do cerkwi razem z całą rodzi­ną. Weź ze sobą także i innych, aby i oni pojednali się z Bogiem. W ten sposób zbawisz ich, ponieważ „poza Cerkwią nie ma zbawienia” -jak mówią św. Ojcowie. I Bóg wynagrodzi cię, nawet jeśli nawrócisz tylko jedną osobę. Jeśli trudno ci ją przekonać, to daj jej przeczytać tę książeczkę. Może ona pomoże również jej.

Od dnia dzisiejszego zacznij prowadzić życie cerkiewne, a na pewno nie pożałujesz. Wręcz przeciwnie – wysławisz Boga. Będziesz też wdzięczny dla tych, którzy włożyli staranie i napisali tę książeczkę.

+ + +

Przedmowa do wydania greckiego

Nie przypuszczaliśmy, że książka ta będzie cieszyć się tak szerokim zainteresowaniem i po upływie kilku lat ponownie przystąpimy do jej 10-tego wydania w nakładzie kilku tysięcy egzemplarzy.

Bez reklamy i prezentacji, a jedynie z rąk do rąk, trafiła wszędzie. Po jej przeczytaniu każdy uważał za swoją powinność polecić ją innym. Oto co na­pisał dyrektor gimnazjum E. Trowas: „ Z wielką uwagą i uznaniem przeczyta­łem waszą książeczkę «Dlaczego nie jesteś w cerkwi?» Gratuluję i dziękuję Wam za wszystkie wyjaśnienia zagadnień dotyczących życia cerkiewnego, które w niej zamieściliście. Dobrze byłoby, gdyby książeczka ta znalazła się we wszystkich chrześcijańskich rodzinach.” Czasopismo „Enoria” pisze: „Książ­ka ta, mimo że jest niewielka, posiada bogatą treść. Poświęcona jest sprawom związanym z uczęszczaniem do cerkwi i przeznaczona jest do szerokiego roz­powszechniania w gronie wiernych. Autor na początku książki mówi o ko­nieczności chodzenia do świątyni i korzyściach, jakie z tego wypływają. Po­tem podaje przykłady usprawiedliwień, które, z reguły, towarzyszą nieobec­nościom na nabożeństwach niedzielnych. Szczegółowo rozpatruje naturę i na­stępstwa takiej nieporadności. Prosto i przejrzyście wyjaśnia, jak należy przy­gotować siebie do odwiedzenia cerkwi. Kończy krótkim, ale głębokim wyja­śnieniem duchowej istoty Liturgii Świętej.

Widoczne zalety tej książki – przy uświadomieniu sobie przykrego faktu, jak niewielka liczba ludzi uczęszcza do cerkwi – zobowiązują nas do jak naj­szerszego jej rozpowszechnienia. Ogromną korzyść przyniesie ona naszej spo­łeczności i całej Świętej Cerkwi.” A ileż osób, które, z różnych przyczyn, nie chodziły do cerkwi, po przeczytaniu jej zaczęło regularnie odwiedzać świąty­nię! Pewien prawosławny zapytał właściciela statku z wyspy Parnis, czy cho­dzi do cerkwi. Ten odpowiedział mu, że nie ma na to wolnego czasu i na doda­tek męczy go reumatyzm. Wtedy ten podarował mu tę książeczkę. Po trzech tygodniach właściciel statku był już w świątyni Trójcy Świętej, gdzie zamówił molebien, i odtąd zaczął regularnie chodzić do cerkwi.

Jesteśmy pewni, że i dwudzieste wydanie książki również przyniesie ko­rzyść. Dobrze byłoby, gdyby znalazła się ona w każdym domu. Również ty, przyjacielu, możesz w tym pomóc. Rozprzestrzeniaj ją gorliwie, cierpliwie i z uporem, a Bóg cię wynagrodzi. Pójdź za przykładem wielu innych, którzy ofiarowują ją w prezencie swoim znajomym. Wielu duchownych oraz starości cerkiewni ofiarowują tę książeczkę każdej rodzinie w obrębie swojej parafii. Na efekty nie trzeba długo czekać. Cerkwie stają się pełne. Ludzie, którzy wcześniej nie odwiedzali cerkwi, chodzą do niej całymi rodzinami.

Oto opowiadanie pewnego prawosławnego: „Kupiłem 450 egzemplarzy książki «Dlaczego nie jesteś w cerkwi?» i w tajemnicy wysłałem duchowne­mu, by rozdał je wśród parafian. W niedzielę, po nabożeństwie, rozdawano je i ja także otrzymałem. Minęło trochę czasu….Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, jaki jestem szczęśliwy, gdy widzę, że teraz nasza cerkiew jest pełna ludzi.”

Archimandryta Charlampios Wasiliopulos

Reklamy
Categories: CERKIEW, COŚ POŻYTECZNEGO, PRAWOSŁAWIE DZIŚ, TRADYCJE PRAWOSŁAWIA, Uncategorized | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: