Światopogląd Prawosławny .

czasownia

 

Słowo pasterskie ojca Serafina (Rose)

Ojciec Serafin. Życie świeckie O. Serafin (Rose) spędził w zwykłej amerykańskiej rodzinie protestanckiej, w małym miasteczku południowej Kalifornii. W latach szkolnych, widząc pustkę duchową najbliższego otoczenia, zwątpił w nauki wiary protestanckiej. Poszukując prawdy chrystusowej zwrócił się ku wierze prawosławnej. Został mnichem–misjonarzem, autorem wielu porywających książek o drogach wiodących do zbawienia.

Słowo wstępu. Dlaczego tak ważne jest mieć światopogląd prawosławny i dlaczego w naszych czasach tak trudno jest nam go przyswoić?

W czasach minionych (np. XIX-wiecznej Rosji) światopogląd prawosławny był częścią życia społecznego jako cząstka otaczającego świata. Nie było nawet potrzeby specjalnie o nim mówić. Wszyscy wokół żyli zgodnie z duchem prawosławia, w symbiozie z otaczającym światem prawosławnym. W wielu krajach tamtych czasów sama władza wyznawała prawosławie. Było ono centrum działalności społecznej, w której sam władca był historycznie pierwszym prawosławnym obywatelem, którego obowiązkiem było dawać swym poddanym przykład życia chrześcijańskiego. W każdym mieście były cerkwie prawosławne, w wielu z nich nabożeństwa były odprawiane rano i wieczorem. Monastery istniały nie tylko we wszystkich dużych miastach ale także w małych miejscowościach, a nawet w oddalonych pustynnych miejscach.

W Rosji było ponad tysiąc oficjalnie zarejestrowanych monasterów. Monastycyzm był ogólnie uznaną częścią tamtego świata. W prawosławnej rodzinie tamtych czasów przynajmniej jeden z jej członków: siostra lub brat, wujek, dziadek czy dalszy krewny – był mnichem lub mniszką, nie wspominając już o innych przykładach wielkiej aktywności w życiu prawosławnym. Cały obraz życia ludzi był przesiąknięty prawosławiem, centralną częścią którego był oczywiście monastycyzm. Tradycje prawosławne były częścią życia codziennego. Większość popularnych książek było pisanych w duchu prawosławia. Życie codzienne tamtych czasów było jednak dla wielu trudne, ludzie musieli pracować w pocie czoła aby zarobić na chleb, wszędzie czyhało zagrożenie życia, śmierć nierzadko w biegu wyrywała ludzi z tego świata – wszystko to podtrzymywało naukę Chrystusa o realności i bliskości innego świata. W takich warunkach – żyć w zgodzie z prawosławiem oznaczało tyle co mieć światopogląd prawosławny i dlatego nie było nawet potrzeby o tym mówić.

Obecnie wszystko się zmieniło. Nasze prawosławie – to wysepka pośród świata, który żyje według zupełnie innych zasad. I z każdym dniem zasady te zmieniają się na gorsze, coraz bardziej oddalają nas od niego. Wiele ludzi poddaje się pokusie rozdzielić swe życie na dwie kategorie: codzienne świeckie życie w pracy, w kontakcie z ludźmi świeckimi i prawosławie – według którego chcemy żyć w niedziele i w innych dniach tygodnia, jeśli nam czas na to pozwala. Ale spójrzmy na to nieco głębiej; światopogląd takich ludzi jest kombinacją wartości chrześcijańskich i świeckich, które w rzeczywistości nie ulegają symbiozie.

Prawosławiem, to samo życie. Jeśli nie żyjemy w zgodzie z prawosławiem, to mówiąc po prostu – nie jesteśmy prawosławni, niezależnie od tego czy formalnie chcemy zaliczyć się do wyznania prawosławnego.

Życie w naszym świecie współczesnym stało się bardzo udawane, nieokreślone, nawet zagmatwane. Prawosławie oczywiście ma swój własny obraz ale i ono też jest częścią tego świata i nie jest tak bardzo odległe od tego, co dziś nas otacza. I dlatego życie prawosławnego chrześcijanina, nawet jeśli jest on rzeczywiście prawosławny, też będzie w jakimś stopniu odbiciem otaczającego nas dzisiaj świata. Jakaś nieokreśloność, plątanina wkradły się obecnie nawet do życia prawosławnych.

Spróbujemy spojrzeć na nasze życie codzienne, porównując je z życiem w pełni prawosławnym aby ocenić, jak moglibyśmy lepiej wypełniać nasze chrześcijańskie obowiązki i prowadzić życie „nie z tego świata” nawet w tych tak trudnych, jak dzisiaj, czasach. Aby umieć patrzeć na otaczający świat z punktu widzenia światopoglądu prawosławnego, który pozwoli nam w tych czasach przeżyć życie i zachować w pełni naszą wiarę.

Życie dziś stało się nienormalne. Każdy, kto popatrzy na nasze życie współczesne w perspektywie tamtego normalnego życia, jakie prowadzili ludzie w dawnych czasach, np. w Rosji lub Ameryce, lub też innym kraju zachodnio- europejskim, powinien doznać wstrząsu, jak bardzo obecne życie stało się nienormalne. Wiele ówczesnych pojęć takich jak autorytet i podporządkowanie (posłuszanije), przyzwoitość, uprzejmość, sposób zachowania w społeczeństwie i w życiu prywatnym – wszystko to zmieniło się zasadniczo, zostało postawione na głowie. Może za wyjątkiem kilku pojedynczych grup chrześcijańskich, które próbują jeszcze zachować ten jakoby „staromodny” obraz życia.

A nasze obecne życie dzisiejsze można określić jako zepsute, rozpieszczone. Od kołyski współczesne dziecko traktowane jest jak bożek rodziny; wszystkie jego zachcianki spełniane są bezzwłocznie. Jest otoczone wygodami, spędza czas pośród zabawek i rozrywki. Nie jest ono uczone ani wychowywane według surowych zasad chrześcijańskich, a pozwala mu się rozwijać w tym kierunku, w jakim podążają jego zachcianki. Zazwyczaj wystarczy, aby dziecko powiedziało: „Ja chcę” lub „Ja nie chcę” – aby usłużni rodzice posłuchali go i pozwolili postępować po swojemu. Możliwe, że nie we wszystkich rodzinach i nie zawsze tak się zdarza. Ale występuje to na tyle często, aby zamienić się w zasadę współczesnego wychowania dzieci. I nawet rodzice mający najlepsze chęci nie mogą całkowicie ustrzec się tego wpływu. Nawet jeśli rodzice starają się chować dziecko w surowości, to nierzadko ich sąsiedzi starają się postępować inaczej. Dziecko to widzi i podlega tym wpływom. I o tym należy pamiętać wychowując dziecko.

Kiedy taki człowiek wyrasta, on, co jest naturalne otacza się tym, do czego został w dzieciństwie przyzwyczajony: wygodami, rozrywkami, „zabawkami dla dorosłych”. Jego życie staje się ciągłym poszukiwaniem rozrywki (ang.” fun”). Nawiasem mówiąc, słowo to było zupełnie nieznane w jakimkolwiek słowniku; w Rosji XIX w. lub w każdej innej poważnej cywilizacji po prostu by nie zrozumiano, co oznacza to słowo. Życie – to nieustanne poszukiwanie „rozrywek”, które na tyle pozbawione są jakiegokolwiek sensu, że widz z XIX w. patrząc na nasze popularne programy telewizyjne, parki rozrywki, reklamę, filmy, muzykę – każdy dowolny aspekt naszej współczesnej kultury – a więc każdy człowiek z tamtej epoki pomyślałby, że znalazł się w jakimś kraju szaleńców, którzy utracili kontakt z codzienną realnością. My z reguły tego nie zauważamy, dlatego że żyjemy w tym społeczeństwie i przyjmujemy to jak daną nam oczywistość.

Niektórzy uczeni badający naszą współczesną cywilizację nazwali młodzież dnia dzisiejszego pokoleniem „Mnie”, a nasz wiek czasem „narcyzmu”, który charakteryzuje się kłanianiem się sobie i ubóstwieniem siebie, co przeszkadza w normalnym rozwoju ludzkiego życia. Pojawiły się też określenia „wszechświat z tworzyw sztucznych” lub też świat fantastyki, w którym obecnie żyje tak wielka liczba ludzi, którzy nie są w stanie przystosować się do realności takiego świata w rozwiązywaniu swoich problemów.

Kiedy pokolenie „Mnie” zwraca się ku religii, co miało nierzadko miejsce w ostatnich czasach to zwykle ma tu miejsce jakaś forma „z tworzywa sztucznego” lub inna fantastyczna forma religii: „religii samorozwoju” (gdzie obiektem oddawania czci pozostaje nasze „Ja”), kiedy dochodzi do czyszczenia mózgów i kontroli myśli, poszukiwania guru, UFO i istot pozaziemskich, nietypowych stanów ducha i doznań. Nie będziemy rozpatrywać tych zjawisk, o których większość z nas zapewne słyszała. Jedynie warto zaznaczyć na ile oddziałują one na prawosławne chrześcijańskie życie duchowe w naszych czasach.

Kiedy próbujemy prowadzić dziś życie chrześcijańskie ważne jest, abyśmy uzmysłowili sobie, że cywilizacja, która stworzyła to nasze rozpieszczone życie stawia przed naszą duszą wymagania – czy to w aspekcie religijnym, czy też świeckim – które, przyznacie wszyscy – mają charakter totalitarny. Możemy o tym łatwo się przekonać obserwując tworzące się w ostatnich latach, zgubne dla naszych dusz sekty, które wymagają podporządkowania się samozwańczemu „świętemu”. Jest to także widoczne i w życiu świeckim, kiedy człowiek styka się nie tylko z pojedynczą pokusą tu czy tam, ale ma do czynienia ze stanem ciągłego kuszenia w postaci np. głośnej rockowej muzyki, słyszalnej wszędzie: w hipermarketach, instytucjach publicznych, na miejskich ulicach, a także w samym domu, gdzie telewizja często staje się niewidzialnym władcą, dyktującym współczesne wartości, poglądy i mody. Jeśli macie małe dzieci, to wiecie na ile jest to prawda; jeśli słyszały one coś w telewizji, to będzie wam bardzo trudno walczyć z takim nowym poglądem, który telewizja podała jako obowiązujące wyjaśnienie jakiejś sprawy.

Sens tego wszechobejmującego kuszenia, które narzucone jest ludziom w sposób w pełni jawny w formach świeckiego życia, a w formach religijnych sekt w sposób bardziej ukryty – zamyka się w następującym haśle: „żyj dniem dzisiejszym, syć się słodyczą, rozluźnij się, abyś poczuł się dobrze”. Sensowi tych haseł towarzyszyć może inny, bardziej ponury, który otwarcie dźwięczał do niedawna w krajach oficjalnie ateistycznych, w których, w otwarty sposób mówiono: zapomnij o Bogu i jakimkolwiek innym życiu, oprócz doczesnego, wygoń z duszy jakikolwiek strach boży i myśli o poszanowaniu świętości.

Dwa błędne podejścia w życiu duchowym. Można by zapytać, jakie to wszystko ma znaczenie dla nas, którzy staramy się prowadzić, na ile można, życie prawdziwie prawosławne? Ma – i to duże! Powinniśmy po pierwsze zdać sobie sprawę z tego, że otaczający nas wokół świat, jakby nie był on nienormalny, jest tym miejscem, w którym przyszło nam żyć i prowadzić nasze prawosławne życie. Na ile byśmy nie starali się uczynić to życie prawdziwie chrześcijańskim, to ono, mimo wszystko, będzie obarczone wpływem efektu pokolenia „Mnie” i w tym miejscu powinniśmy być wystarczająco skromni, aby to przyznać.

Istnieją dwa błędne podejścia do życia wokół nas, które wielu przyjmuje, myśląc że są to wzorce, jak powinni postępować prawosławni chrześcijanie.

Jedno, najbardziej rozpowszechnione podejście – iść po prostu noga w nogę z biegiem czasu: dostosować się do muzyki rockowej, do współczesnych mód i smaków i dopasować do rytmu naszego rozkrzyczanego życia. Być może tu i ówdzie staromodni rodzice mało mają kontaktu z takim światem i żyją na jego uboczu, ale i oni będą uśmiechać się widząc, jak ich dzieci wciągane są w życiowe szaleństwa, i będą myśleć, że nie jest to nic złego.

Droga ta – to pełne nieszczęście dla prawosławnego życia, więcej – to śmierć naszej duszy. Niektórzy z nas prawosławnych mogą jeszcze prowadzić życie przystojnie, lecz bez walki z duchem czasu oni wewnętrznie stają się martwi, wewnętrznie umierają. I co najgorsze, ich dzieci zapłacą za to rozstrojem duchowym i psychicznym i chorobami szerzącymi się z coraz większa siłą. Jednym z liderów kultu samobójców, który zakończył swe istnienie bardzo efektownie w Johnston (USA, 1976 r.) była córka greckiego prawosławnego księdza. To tylko jeden przykład, większość młodych prawosławnych ludzi nie sięga tak daleko, oni tylko godzą się na wymagania otaczającego ich anty-chrześcijańskiego świata i przestają być dla otoczenia przykładem choćby jakiegokolwiek chrześcijaństwa.

Tak nie wolno! Chrześcijanin prawosławny powinien wyróżniać się w otaczającym świecie i to powinno być jedna z podstawowych rzeczy, które musi on sobie przyswoić, jako część swego chrześcijańskiego wychowania. W przeciwnym wypadku nie ma sensu nazywać siebie chrześcijaninem, a szczególnie prawosławnym chrześcijaninem.

Druga błędna skrajność światopoglądu prawosławnego –jest to podejście, które można by nazwać fałszywą duchowością. Ponieważ przekłady prawosławnych książek o życiu duchowym są coraz bardziej dostępne i prawosławna terminologia rozprzestrzenia się coraz bardziej, coraz więcej ludzi rozprawia o życiu monastycznym, o Modlitwie Jezusowej, a zachowaniu ascezy, o podniosłych stanach modlitewnych i o naukach najwspanialszych teologów prawosławnych jak np. Symeona Nowego Teologa, Grzegorza Palamy czy Grzegorza Synajskiego. Jest bardzo chwalebne znać o tych rzeczywiście podniosłych aspektach prawosławnego życia duchowego i czcić wielkich świętych, którzy takie życie duchowe prowadzili. Ale jeśli jednocześnie nie będziemy mieli realistycznej, pełnej skromności oceny tego, jak daleko nam do obrazu życia świętych pustelników i na ile jesteśmy słabo przygotowani choćby do prób naśladowania ich życia – to nasze zainteresowanie duchowością będzie jeszcze jednym z wyrazów naszego egocentrycznego „świata z tworzyw sztucznych.”

Mamy dziś popularne książki na te tematy. Katolicy rzymscy na przykład sami aktywnie studiują te problemy pod wpływem prawosławia, co ma także wpływ na samych prawosławnych. Np. ksiądz Jezuita Georg Meloni jest autorem książek z tej tematyki i tłumaczem pism Makarego Wielkiego i Symeona Nowego Teologa, w których namawia ludzi do przyjęcia pustelniczych zachowań w życiu powszechnym. Spotykamy się z próbami praktykowania różnych możliwych form życia w odosobnieniu, ludzie stają się natchnieni Św. Duchem (jakoby) i próbują wszelkich form ascezy, jaką stosowali Św. Ojcowie naszej Cerkwi. Oto np. pewna dama wydaje w USA książki pod tytułem „Pustynia”, „Milczenie”, w których pisze o tym wszystkim, ale w taki sposób, jak inni zachwalają nowy rodzaj cukierków. Jest to oczywiście bardzo niepoważne i jest symptomem naszych czasów. Rzeczy wzniosłe są wykorzystywane przez ludzi, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią. Dla niektórych jest to tylko sposób na spędzenie czasu, dla innych, którzy wszystko przyjmują poważnie – sprawa może zakończyć się tragicznie. Tacy myślą, że prowadzą życie uduchowione, a w rzeczywistości nie potrafią często rozwiązać swych osobistych wewnętrznych problemów.

Chciałbym ponownie podkreślić, że należy wystrzegać się obu tych skrajności – zeświecczenia i ponad duchowości. Ale to nie oznacza, że powinniśmy unikać kontaktów z realnie otaczającym nas światem lub też, że mielibyśmy przestać czcić wielkich ojców cerkwi i korzystać z ich mądrych pouczeń lub też sami czynić modlitwę Jezusową, stosownie do naszych możliwości i uwarunkowań zewnętrznych. Tylko to wszystko powinno odpowiadać naszemu dzisiejszemu stanowi, być bliskie tej ziemi, na której tu i teraz żyjemy. Sprawa polega na tym, (i jest to dzisiaj absolutnie konieczne dla naszego zrozumienia jako chrześcijan prawosławnych) że powinniśmy w pełni zrozumieć w jakich czasach przyszło nam żyć i że tak naprawdę mało wiemy o naszym prawosławiu, na ile jesteśmy dalecy nie tylko od dawnych świętości ale także od prostych wyznawców prawosławia, żyjących nie dawniej niż 100 lat wcześniej, lub nawet o jedno pokolenie przed nami, i jak silnie musimy dążyć do tego aby w naszych czasach przynajmniej zachować prawosławie.

 Co powinniśmy robić. Spróbuję dać odpowiedź na to pytanie w dwu częściach: pierwsza dotyczy zrozumienia otaczającego nas świata, który tak jak nigdy przedtem w historii chrześcijaństwa stał się naszym wrogiem, a druga –zrozumienia naszego prawosławia, które, czego się obawiam, większość z nas zna o wiele za słabo, abyśmy mogli je zachować dla potomnych.

Po pierwsze, skoro już, chcemy tego lub nie, żyjemy w tym świecie, powinniśmy patrzeć na niego i jego pokusy twardo i realistycznie, lecz nie poddawać się jemu; w szczególności powinniśmy przygotować naszą młodzież na czekające ją pokusy i jakby zaszczepić ją przeciw tym pokusom. Każdego dnia powinniśmy być gotowi odpierać złe wpływy otaczającego nasze dzieci świata stosując zasady zdrowego chrześcijańskiego wychowania. Oznacza to, że to wszystko, co dziecko wyniesie ze szkoły, w domu powinno się sprawdzać i poprawiać. Nie powinniśmy myśleć, że to wszystko o czym dowie się nasze dziecko w szkole jest po prostu pożyteczne lub traktować nabytą przez niego wiedzę jako coś światowego, co nie ma żadnego związku z jego prawosławnym wychowaniem.

Podstawowe zainteresowania i stosunek dziecka do literatury, muzyki, historii, sztuki, filozofii, a nawet nauki, i co oczywiste, spraw życiowych i religii – powinny w pierwszej kolejności wychodzić nie ze szkoły. Kiedy zdamy się tu wyłącznie na szkołę, to dziecko ukształtuje swe zainteresowania skażone filozofią materialistyczną współczesnego świata. A zainteresowania te powinny wychodzić w pierwszej kolejności z domu i cerkwi, w przeciwnym wypadku dziecko może łatwo poddać się wpływom agnostycyzmu, a nawet gorzej, wpływom ateistycznym lub nawet antyreligijnym.

Rodzice powinni wiedzieć, czego uczą się ich dzieci podczas różnych zajęć pozalekcyjnych. Powinni interesować się tym, jakiej muzyki słuchają, jakie oglądają filmy jakiego języka słuchają i jakiego sami używają. To wszystko powinno podlegać ocenie z punktu widzenia zasad prawosławia.

W tych domach, gdzie rodzicom nie starcza odwagi, by pozbyć się telewizora, powinien być on kontrolowany, aby osłonić dzieci przed jego zgubnym wpływem. Telewizor stał się bowiem głównym kreatorem anty-chrześcijańskich ocen i idei w waszym domu, szczególnie wobec dzieci i młodzieży.

Mówimy tu o wychowaniu dzieci dlatego, ponieważ właśnie w stosunku do nich świat nanosi w pierwszym rzędzie ciosy w prawosławnych i wychowuje ich według swojego wzorca; wystarczy dopuścić aby u dziecka ukształtował się nieprawidłowy światopogląd, aby zadanie chrześcijańskiego wychowanie stało się podwójnie trudne.

Ale nie tylko dzieci, lecz także my dorośli stajemy twarzą przed światem, który próbuje uczynić z nas anty-chrześcijan za pośrednictwem szkół, telewizora, kina, muzyki popularnej, używając wszelkich innych metod podsuwanych nam, szczególnie w wielkich miastach. Powinniśmy pamiętać, że to, co wkłada się nam do głowy pochodzi z jednego źródła – ma ono określony sens ideowy wobec nas, tę ideę kłaniania się sobie samym, rozluźniania się, niechlujstwa, nasycania się słodyczą, odsuwania najmniejszej myśli o tamtym świecie – w różnych postaciach, jest tu jeden konkretny cel, która temu przyświeca. Jest to faktycznie nauka o bezbożności. Powinniśmy aktywnie temu się przeciwstawiać, wiedząc że mamy w ręku oręż w postaci naszego prawosławnego światopoglądu. Mówiąc szczerze, z własnych obserwacji mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie to zmaganie nasi ludzie prawosławni częściej przegrywają niż wygrywają.

Pomimo wszystko, nie traktujmy otaczającego nas świata jak do końca zepsutego. W samej rzeczy, jeśli mamy przetrwać jako chrześcijanie prawosławni, powinniśmy być wystarczająco rozsądni, aby wykorzystywać w tym świecie wszystko to, co jest w nim jeszcze pozytywnego.

Prawosławny światopogląd. Wychodząc z takiej pozycji, widząc w naszym świecie zarówno jego złe jak i dobre strony, możemy wyrobić w sobie światopogląd prawosławny, tj. żyć z nim w odniesieniu do spraw ziemskich, a nie tylko wąsko pojmowanych, cerkiewnych.

Istnieje nieprawidłowy pogląd, który niestety ostatnio stał się aktualny, że wystarczy nam prawosławie ograniczone do budynku cerkiewnego i do zwyczajowej religijnej praktyki, takiej jak modlitwa w określonym miejscu i czasie lub też do znaku krzyża. W innych sprawach, zgodnie z tym przekonaniem, można żyć, tak jak żyją wszyscy, uczestnicząc bez żadnych zahamowań w sprawach tego świata, bez poczucia grzechu.

Każdy, kto pojął głębię naszego prawosławia i wagę zobowiązań prawosławnego chrześcijanina, a także zrozumiał jak ciężkie obowiązki i wymagania narzuca nam współczesny totalitarny świat, każdy więc przyzna, jak błędne jest takie podejście do prawosławia.

Albo ty jesteś prawosławny w każdym czasie, każdego dnia i roku, w dowolnej sytuacji życiowej, albo ty – w rzeczy samej – nie jesteś prawosławny !

Nasze prawosławie wynika nie tylko z naszych głębokich religijnych poglądów, ale ze wszystkiego, co robimy i co mówimy. Większość z nas jednak prawie nie zdaje sobie sprawy ze chrześcijańskiej odpowiedzialności za świecką stronę życia. Człowiek prawdziwie prawosławny ze swoim światopoglądem każdą część swego życia żyje jak prawosławny.

Zapytajmy zatem teraz: jak możemy my, w naszym życiu powszednim podtrzymywać nasz światopogląd prawosławny?

Pierwsza i najbardziej widoczna droga – to przebywanie w stałym kontakcie ze źródłem chrześcijańskiego światopoglądu, ze wszystkim, co cerkiew daje nam dla naszego oświecenia i zbawienia; służbami w cerkwi, i świętymi sakramentami, Pismem świętym, Żywotami Świętych, pismami Ojców cerkwi. Godne jest oczywiście czytać książki, które znajdują się na poziomie naszego zrozumienia i stosować nauki cerkwi w różnych sytuacjach życiowych, aby wzbogacać się duchowo w życiu chrześcijańskim.

Bywa jednak i tak, że te źródła nauki życia w prawosławiu nie działają na nas w pełni, lub w ogóle. Przyczyną może być to, że my w sprawach życiowych nie zajmujemy zdecydowanej chrześcijańskiej pozycji. Powiedzmy teraz sobie, jak powinna być ta pozycja, jeśli mamy oczekiwać na umacnianie naszego światopoglądu prawosławnego.

Nie ma nic bardziej tragicznego, niż widzieć człowieka wyrosłego w prawosławiu, który ma pojęcie o katechizmie, który czyta Żywoty Świętych, mającego wyobrażenie o ogólnych celach prawosławia, rozumiejącego służby cerkiewne – a przy tym nie rozumiejącego, co dzieje się wokół niego.

I wtedy taki człowiek objaśnia swym dzieciom płynące obok życie w dwu kategoriach: jedna to styl w jakim żyje większość, a druga – to rytm jakim prawosławni żyją w niedzielę. Jeśli dziecko wychować w taki sposób, prawdopodobnie nie wybierze ono prawosławia; stanie się to prawosławie jedynie małą cząstką jego życia. Stanie się tak dlatego, że współczesne życie bardzo wciąga, ułudnie zmieniając otaczającą rzeczywistość – jeśli tylko taki człowiek nie był nauczony jak przeciwstawiać się tym zjawiskom, i jak ma prawidłowo wykorzystywać pozytywne elementy świeckiego życia.

W tym sensie nasz stosunek do życia powinien być akceptowalny i normalny, tj. powinien być proporcjonalny do realnych sytuacji, a nie wynikać z fantazji, ucieczki od życia, z chęci odwrócenia się od rzeczy nieprzyjemnych, zdarzających się w naszym życiu. Zbyt wygórowane i wzięte niejako „z obłoków” zasady prawosławia często nie przyniosą pożytku w rozwiązaniu problemów życia codziennego, nasz świat jest na tyle okrutny i swym okrucieństwem rani nasze dusze; tak więc powinniśmy w pierwszej kolejności wykazać się żywą chrześcijańską miłością i zrozumieniem, rezygnując z pustelnictwa i innych wzniosłych form modlitwy na rzecz tych, kto będzie w stanie je zastosować.

Nasz stosunek do życia nie powinien być też egocentryczny, a nakierowany na zwrot ku Bogu i Jego poszukiwanie w życiu duchowym. Teraz wszędzie tam, gdzie są społeczności prawosławne, pojawia się pokusa przekształcenia ich w grupy wzajemnej adoracji, wzajemnych życzeń i pozdrowień oraz podziękowań naszym dobroczyńcom i pokazania naszych osiągnięć  – piękna naszych cerkiewnych budynków i cerkiewnych strojów, wspaniałości naszych służb, nawet czystości naszej wiary. Ale prawdziwe chrześcijańskie życie jeszcze z czasów apostolskich było nacechowane na dzielenie się tym życiem z innymi.

Prawosławie właśnie dlatego jest żywe, że przyświeca innymi i jako takie nie potrzebuje organizacji misyjnej. A w wielu przypadkach to prawdziwe prawosławie zachowujemy wyłącznie dla siebie i jeszcze tym się chwalimy. To droga do nikąd, w ten sposób grzebiemy to nasze prawosławie. A właśnie w taki sposób żyje wielu z nas w prawosławnych parafiach, nawet w tych, gdzie jest wiele młodzieży, która nie wczuwa się głęboko w swoją wiarę. Nie wystarczy powiedzieć, że młodzież chodzi do cerkwi. Powinniśmy zapytać, co ona do Cerkwi wnosi i co z niej wynosi. I jeśli młodzież nie przyjmuje prawosławia w całym swoim życiu, to na próżno mówimy, że ona chodzi do cerkwi.

Jednocześnie, nasz stosunek do ludzi powinien być nacechowany miłością i wyrozumiałością. Obecnie do naszego życia wkradło się pewne oziębienie: czasem słyszymy: „to heretyk, nie należy z nim rozmawiać”, lub „tamten być może jest prawosławny, ale nie ma pewności” albo „tamten jest na pewno donosicielem”. Nikt nie zaprzeczy, że cerkiew jest teraz okrążona wrogami i że są tacy, którzy nie zawahają się wykorzystać Jej zaufania. Ale tak właśnie było od czasów apostolskich, a z tego punktu widzenia życie chrześcijańskie zawsze było obarczone jakąś dozą ryzyka. Ale nawet wówczas, gdy zostaniemy naiwnie wykorzystani, mimo wszystko nie powinniśmy odrzucać naszej podstawowej formy stosunku do innych, miłości i wyrozumienia, bez tego utracimy główną bazę naszego chrześcijańskiego życia. Świat bez Chrystusa jest chłodny i podejrzliwy, lecz chrześcijanie, przeciwnie, powinni wykazywać otwartość i wyrozumiałość, w przeciwnym wypadku pozbawimy się tej „soli Chrystusowej” i staniemy się podobni do otaczającego świata, zasługującymi na odrzucenie i podeptanie.

Trochę skromności przy spojrzeniu na nas samych pomogłoby nam być bardziej wielkodusznymi i wybaczającymi błędy innych. Lubimy osądzać innych za dziwne postępowanie, nazywamy ich „pierekrestami” lub „nawiedzonymi neofitami”.

Rzeczywiście, powinniśmy wystrzegać się ludzi rzeczywiście niezrównoważonych, którzy mogą przynieść dużą szkodę cerkwi. Ale zapytajmy, jaki poważny prawosławny chrześcijanin nie jest trochę „nawiedzony”?. My nie przystajemy do zwyczajów tego świata, a jeśli zaczynamy już się dopasowywać do świata dzisiejszego, to w tym samym czasie oddalamy się już od prawdziwego prawosławia. Prawdziwy chrześcijanin prawosławny nie powinien czuć się jak u siebie w życiu świeckim i przez to nie może nie dać się zauważyć jego pewne „nawiedzenie”.

Dlatego nie bójmy się tego, że w świecie zaczną się do nas odnosić jak do trochę „nawiedzonych”. Chrońmy naszą miłość chrześcijańską i umiejętność wybaczania, czego świat nie będzie w stanie zrozumieć, ale jednocześnie czego w głębi serca tak potrzebuje, a nawet pożąda.

Wreszcie, nasz prawosławny stosunek do świata powinien być, nie zawaham się użyć tego słowa, idealistyczny. Obecny świat przywiązuje wielką wagę do spraw złożonych, ceni doświadczenie życiowe, profesjonalizm. Prawosławie, przeciwnie, nie przywiązuje do tych spraw żadnego znaczenia, gdyż to one niszczą naszą duchowość.

Nie powinniśmy zamykać oczu na sprawy zachodzące w świecie i cerkwi, musimy to znać dla nas samych, ale nasza wiedza powinna być trzeźwa, prostoduszna, i prostolinijna. A wtedy łatwiej nam będzie przyjąć i przyswoić sobie na zawsze nasz prawosławny światopogląd.

– Hieromnich Serfin Rose

Na podstawie tłumaczenia tekstu Homilii wygłoszonej przez Ojca Serafina przy Grobie Św. Hermana w Kalifornii

http://www.bractwocim.cerkiew.pl/biuletyn/archiwum.php

Reklamy
Categories: KAZANIA, PRAWOSŁAWIE DZIŚ | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: