New Age a prawosławie cz.1

Celem artykułu jest ukazanie zagrożeń, jakie dla osób prawosławnych i ich rodzin, a szczególnie dla młodego pokolenia, stwarza trwająca już od ponad stu lat ekspansja hinduizmu, buddyzmu oraz taoizmu na teren Ameryki Północnej oraz Europy. Zajmiemy się głównie problemami, jakie stwarza dla chrześcijaństwa konfrontacja z tymi azjatyckimi tradycjami, jak też z różnego rodzaju pseudoreligijnymi propozycjami, które powstały na skutek wymieszania niektórych idei chrześcijańskich z całkowicie obcymi treściami.

W XX wieku do Ameryki i Europy napłynęły masowo idee religijne z Azji, głównie hinduizm, buddyzm oraz taoizm. Kontakt z religiami azjatyckiego Dalekiego Wschodu był jednak w istocie zjawiskiem wcześniejszym. Zainicjowali go przede wszystkim Amerykanie. W połowie XIX wieku byli oni bardzo otwarci na inne kultury. Wtedy rozpoczął się wyraźny proces poszukiwania „zbawienia świata i człowieka” poza Kościołem, a przede wszystkim poza Chrystusem. Pod koniec XIX wieku, w roku 1893, zorganizowano w Chicago kongres religii świata. Znaczne wrażenie na zebranych wywarli goście zaproszeni z Indii, reprezentujący różne formy jogi. Swami Vivekananda, hinduski jogin uczestniczący w kongresie, został zaproszony na cykl wykładów w Ameryce i Europie.
Próby integrowania wielkich religii światowych były podejmowane już wcześniej. Pierwsze znaczące kroki poczyniła w tej mierze Rosjanka z pochodzenia, Helena Pietrowna Bławacka. W 1875 roku założyła w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. Towarzystwo poszukiwało sedna prawd wspólnych wszystkim religiom i łączyło go z „pierwotną” wiedzą ludzkości. Celem miało być stworzenie jednorodnej religii uniwersalnej. Główne idee teozofowie czerpali z hinduskiego mistycyzmu, bądź twierdzili, że pochodzą one od rzekomych duchowych przewodników.
„Tajemne objawienie” teozofii głosiło, że ludzkość została sprowadzona z wyjściowego stanu rzeczywistości boskiej do stanu egzystencji materialnej. Jedynie dzięki poznaniu tajemnych prawd możliwe będzie osiągnięcie wyzwolenia człowieka. Do rzeczywistości duchowej zastosowano teorię ewolucji. Posłużyła ona do wykazania, że rozwój człowieka odbywa się na drodze reinkarnacji, czyli ponownych, wielokrotnych wcieleń. Teozofia stanowiła wstęp do powstania idei i ruchu Nowej Ery (New Age). Teozofowie bardzo intensywnie usiłowali przeprowadzić swoistą „duchową rewolucję”. Uważali, że w wieku XX na świecie pojawi się nowy „mesjasz”. Co więcej, jeden z członków Towarzystwa, obdarzony jasnowidzeniem angielski pułkownik Leadbeater, odkrył owego „mesjasza” w osobie hinduskiego młodzieńca Jiddu Krishnamurtiego. Ten jednak, gdy osiągnął pełnoletniość, odżegnał się od owej zbawczej roli.
Wielu chrześcijan błąka się po drogach religii Dalekiego Wschodu, dotyczy to także tych, którzy – jak o. Serafim Rose – musieli przejść przez jogę, hinduizm i buddyzm, by spocząć w prawdzie prawosławia.
Aby móc przeciwstawić się odpływaniu młodych ludzi z prawosławia w kierunku sekt o azjatyckim pochodzeniu, powinniśmy więcej wiedzieć o istocie współczesnych zjawisk, a szczególnie o New Age.
DLACZEGO NEW AGE?

Opisywane zjawisko jest mocno osadzone w religijnych, duchowych i psychologicznych oczekiwaniach ludzi. Już pierwsi chrześcijanie oczekiwali ponownego przyjścia Jezusa i zamknięcia cyklu dziejów.
Te oczekiwania na mniejszą lub większą skalę odradzały się co pewien czas i wyznaczano kolejne daty „końca świata”. Mimo że Chrystus jasno stwierdził: A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec (Mt 24,36), spekulacje nie ustają.
Nowa Era ma nastąpić, zdaniem jej zwolenników, po roku 2000. Występuje tu inspiracja astrologiczna. Francuz Paul le Cour wydał w roku 1937 książkę „Era Wodnika”. Według autora mniej więcej co dwa tysiące lat, gdy Słońce wchodzi w nowy znak zodiaku, na Ziemi ulegają spotęgowaniu przemiany cywilizacyjne. Od początku naszej ery do czasów współczesnych Słońce znajdowało się w znaku Ryb. Ten znak utożsamiany jest z religią chrześcijańską. Zgodnie z tym rozumowaniem czas panowania chrześcijaństwa dobiega końca, a w jego miejsce pojawi się Nowa Era – era znaku Wodnika. Ideolodzy New Age głoszą, że ludzkość zostanie wyzwolona dopiero w momencie upadku chrześcijaństwa, wraz z powstaniem religii uniwersalnej. Owa uniwersalna religia ma mieć formę „filozofii wieczystej”, obejmującej wspólny przekaz, który da się odnaleźć we wszystkich tradycjach religijnych.
Póki co żadna uniwersalna religia nie powstała, zaczęły się natomiast w sposób gwałtowny mnożyć tak zwane „nowe ruchy religijne”. Wpływ na to miał „import” do Stanów Zjednoczonych wielu hinduskich, buddyjskich i taoistycznych „guru” oraz nauczycieli. Otrzymywali oni dogodne warunki finansowe dla rozwijania swej działalności. Wielokrotnie byli zapraszani do prowadzenia wykładów na amerykańskich uniwersytetach.

BUNT MŁODEGO POKOLENIA – KONTESTACJA I KONTRKULTURA

Po drugiej wojnie światowej na skutek m.in. ogromnych strat materialnych, moralnych i duchowych na Zachodzie nastąpiło wśród młodego pokolenia odwrócenie się od tradycyjnych wartości chrześcijańskich, odejście od Chrystusa. Przejawiło się to między innymi w powstaniu nowych „mód” i stylów muzycznych. W Anglii i USA pojawia się tak zwane pokolenie beatników, preferujących muzykę rockową. Następuje gromadzenie się młodzieży na koncertach w salach i na wolnym powietrzu. Odbywają się festiwale muzyczne, gromadzące dziesiątki tysięcy „fanów” (słynny Woodstock). Wzrasta swoboda ekspresji, która przeradza się niekiedy w euforyczne rozwydrzenie. Rozwija się kult swobodnie obnażanego ciała i erotycznych ruchów na scenie.
Muzyczna ekstaza, zarówno artystów jak publiczności, znajduje wsparcie poprzez użycie narkotyków. Młode pokolenie wypracowuje swój styl życia, który odrzuca sztywną, mieszczańską, konsumpcyjną kulturę ich rodziców, co jednak niebezpieczne – odrzuca także Chrystusa. Osoba Zbawiciela zostaje włączona do panteonu idoli młodego pokolenia, jak to się stało w musicalu „Jesus Christ Superstar”, i sprofanowana.
W niespokojnych kręgach młodzieży w USA oraz w licznych krajach europejskich (Anglia, Niemcy, Francja, Holandia, Włochy), głównie wśród studentów, trwają intensywne poszukiwania „dróg natychmiastowego wyzwolenia” i samorealizacji. Impulsy do tego rodzaju działań płyną ze strony przedstawicieli świata akademickiego, niekonwencjonalnych wykładowców, którzy sami eksperymentują z „odmiennymi stanami świadomości” oraz narkotykami.
Słynny „psychodeliczny guru” Timothy Leary był psychologiem i pracownikiem naukowym jednego z renomowanych uniwersytetów amerykańskich. Dokonał licznych prób z LSD (syntetyczna substancja halucynogenna) i twierdził, że jej kontrolowane użycie prowadzi do poznania swej prawdziwej natury, oświecenia i duchowej samorealizacji. – LSD pozwala na kontakt z Bogiem, ujawnia nieśmiertelną naturę umysłu – twierdził Leary. Była to tak zwana „mistyka instant”, czyli natychmiastowa „recepta”.
Eksperymenty z substancjami narkotyzującymi zmieniającymi świadomość szeroko rozpowszechniły się w kręgach młodzieżowych, wśród pracowników naukowych i w środowisku artystycznym. Marihuana i haszysz stały się substancjami niemal codziennego użytku. Doszły do tego grzyby halucynogenne, zawierające psylocybinę, za sprawą nawiązania do „starożytnych praktyk szamańskich”. Szczególne „zasługi” w tym względzie położył Carlos Castaneda, amerykański antropolog, który zasłynął jako autor książek o indiańskich wtajemniczeniach i inicjacjach. Wszystkie pozycje tego niebezpiecznego autora zostały, niestety, wydane po polsku.
W Stanach Zjednoczonych oraz w Europie rozwija się ruch psychodeliczny (psychedelic movement) oraz jego mutacja – ruch Hippi (hippisowski). Oba nawiązują do idei braterstwa, miłości i wolności, osiąganych, oczywiście poprzez ludzkie działania, w oderwaniu od Boga. Młodzi ludzie dążą do tworzenia życia wspólnotowego, w prostocie i naturalności, w formie zwanej komunami.
Z pewnością możemy stwierdzić, że młode pokolenie, tak czynnie zaangażowane w zmienianie siebie i przemianę świata w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, odrzuciło całkowicie chrześcijaństwo i Chrystusa. Na to miejsce próbowano wprowadzać bezbożne idee, np. Trzech M – Marks, Mao, Marcuse, religie Wschodu lub też bliżej nieokreśloną ideologię samorealizacji. Ta ostatnia przybrała formę Ruchu Ludzkiego Potencjału (Human Potential Movement) – czyli grupy psychologiczne, samorealizacyjne, eksperymentalne i paraartystyczne.
Oczywiście całość została okraszona odpowiednimi akcentami erotycznymi. W eksperymentalnych komunach nikt nie zastanawiał się nad czystością cielesną, abstynencją seksualną czy normami moralnymi.
Normą stała się seksualność zwierzęca i seks grupowy. Co więcej, tego rodzaju trend był też wspierany przez „nowatorskich” przedstawicieli niektórych szkół psychoterapii (Fritz Perls, psychoterapia Gestalt) oraz przez niekonwencjonalnych hinduskich guru (Sri Rajneesh).

ASYMILACJA RELIGII WSCHODU W AMERYCE I EUROPIE

Młode, żądne nowości i zmiany pokolenie spostrzegło swoją szansę w azjatyckich tradycjach duchowych. Religie Wschodu preferują idee i wartości, które stoją w zasadniczej sprzeczności z hierarchią wartości obowiązującą w kulturze euroamerykańskiej. Ich atrakcyjność polegała na tym, że dostarczały zazwyczaj konkretnych przepisów – metod i technik – na uzyskiwanie religijnego doświadczenia. Obiecywały też poznanie siebie, swej prawdziwej natury, wniknięcie w tajemnice wszechświata, panowanie nad własnym ciałem i umysłem, samorealizację. Oferowały zdobycie tych skarbów nie w hipotetycznym życiu przyszłym czy też dzięki Bożej łasce, ale wyłącznie dzięki własnym wysiłkom, zdyscyplinowanej praktyce medytacyjnej oraz ścisłej, osobistej współpracy z wybranym nauczycielem duchowym. Tego rodzaju propozycja – polegania na sobie samym – dobrze pasowała do poczucia egocentrycznej pewności siebie ludzi Zachodu. Można zauważyć, że wielu ludzi gotowych było ponieść duże ryzyko, wiążące się z poszukiwaniami w obrębie obcych tradycji religijnych, nawet przez Kościół potępianych, byle tylko znaleźć jakieś antidotum na niepewność i beznadziejność egzystencji w świecie coraz bardziej niebezpiecznym i niezrozumiałym.
Rozwinęła się ekspansja, wręcz inwazja buddyzmu, taoizmu oraz hinduizmu na kulturę Zachodu. Przy czym trzeba zauważyć, że dokonywała się swoista mutacja tych religii. W tradycyjnych krajach buddyjskich, jak przykładowo Tybet czy Korea, kształcenie mnichów i osób duchownych jest procesem rozciągniętym na szereg lat i odbywa się w odpowiednich miejscach (klasztorach, świątyniach, szkołach, uczelniach). Tymczasem na Zachodzie – w USA, Kanadzie, Anglii czy Polsce – wystarczyło przyjąć od duchownego buddyjskiego inicjację, odbyć dwu-, trzyletnią praktykę, by samemu otrzymać tytuł nauczycielski i prowadzić medytacyjne rytuały. „Duchownymi i mistrzami” zostawali ludzie urodzeni na Zachodzie (w tym w Polsce), do moralnych kwalifikacji których można było mieć wielokrotnie poważne zastrzeżenia. Przybywającym z Azji emisariuszom buddyzmu i hinduizmu zależało na jak najszybszym stworzeniu struktur i przyciągnięciu członków. Doskonałym przykładem jest w tym wypadku tak zwany Ruch Świadomości Kriszny, który w latach 1965-1980 zdobył na Zachodzie setki tysięcy oddanych członków.
Trzeba z całą mocą stwierdzić, że nowe ruchy religijne powstają, by przynieść ludziom fałszywą odpowiedź na ich autentyczne pragnienie, które potrzebuje nade wszystko Ewangelii. Dlatego słusznie teolodzy chrześcijańscy określają je mianem neopoganizmu, a w przypadku uprawiania czarownictwa i wiedźmostwa trzeba je nazwać satanizmem.

W JAKI SPOSÓB NA MIEJSCE BOGA WKRACZA CZŁOWIEK?

Nasz Boski Zbawiciel, Jezus Chrystus, przestrzegał podczas swego nauczania przed podążaniem za fałszywymi nauczycielami i przewodnikami: Baczcie, żeby was kto nie zwiódł. Albowiem wielu przyjdzie w imieniu moim, mówiąc: Jam jest Chrystus i wielu zwiodą (Mt 24, 4-5); Gdyby wam tedy kto powiedział: Oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych. Oto przepowiedziałem wam. Gdyby więc wam powiedzieli: Oto jest na pustyni – nie wychodźcie; oto jest w kryjówce – nie wierzcie (Mt 24, 23-26).
W naukach, praktykach i rytuałach religii azjatyckich w sposób subtelny dochodzi do wprowadzenia na miejsce Boga osoby człowieka, która zostaje ubóstwiona.
W tradycji hinduizmu guru, czyli duchowy nauczyciel, był i jest traktowany jako istota wyjątkowa, boska. Bez niego nie jest możliwy prawdziwy kontakt ze świętością.
Guru udziela błogosławieństw, instrukcji i inicjacji. Należy mu się za to boska cześć jako osobie doskonałej.
Stąd też pochodzą tradycyjne tytuły, przydawane joginom, jak Mahatma (wielka dusza), Sri (święty), Bhagawan (boska postać), Awatara (wcielenie boga). W Indiach współczesnych roi się od owych guru, którzy posiadają zwolenników, wyznawców i naśladowców.
Zakładają oni ośrodki kultu, zwane aszramami. Do tych miejsc przybywało od połowy ubiegłego wieku i nadal przybywa wielu gości z Europy i Ameryki, żądnych „objawień, cudów i prawdziwej wiedzy duchowej”.
Takim niebezpiecznym nauczycielem, którego zaczęto ubóstwiać, jest Satya Sai Baba. Głosi on, iż wszystkie religie dążą do tego samego celu, zaleca ludziom pozostawanie w ich własnych, rodzimych religiach, natomiast faktycznie tworzy sektę o światowym zasięgu, gdzie na plan pierwszy wysuwa się jego postać. Wielu Europejczyków, także Polek i Polaków, odbyło pielgrzymkę na południe Indii, by pokłonić się „lotosowym stopom boskiego guru”. Satya Sai Baba dysponuje magicznymi mocami, między innymi materializuje przedmioty i tzw. święty popiół.
Mamy tu do czynienia z pojawieniem się fałszywych proroków i cudotwórców, zgodnie z ostrzeżeniem Chrystusa.
Podobnie dzieje się w naukach i praktykach buddyjskich.
Nauczyciele siadają na wysokich, bogato zdobionych tronach i traktowani są jako postacie boskie. Uważa się ich za reinkarnacje starożytnych mędrców, nosicieli bezcennych przekazów.
Sami zresztą nauczyciele nawołują do przestrzegania szczególnych zasad i etykiety. Uważają oni, że lama (nauczyciel tybetańskiego buddyzmu) w momencie nauczania przemienia się w „Buddę współczucia”. Do norm przestrzeganych przez uczniów należy więc składanie takim „oświeconym osobom” wielokrotnych pokłonów, jak też ofiar z pożywienia.
Szczególna argumentacja ma na celu udowodnienie, że nauki Buddy przewyższają ewangeliczne posłanie Chrystusa.
Jeden z czołowych przedstawicieli buddyzmu tybetańskiego w swoim wykładzie próbował przekonać słuchaczy, że ponieważ Budda nauczał lat czterdzieści, a Chrystus tylko trzy, to Budda zdołał przekazać o wiele więcej ważnych prawd.
Doprawdy, jakże istotne jest zachowanie czujności, wiary i odporności, by nie ulec urokom obcych i fałszywych nauczycieli.

Paweł Karpowicz

http://www.przegladprawoslawny.pl/articles.php?id_n=1471&id=8

Reklamy
Categories: COŚ POŻYTECZNEGO, EKUMENIZM I ZNAKI APOSTAZJI, INNE WIARY, NIEPRAWOSŁAWNE WIDZENIE ŚWIATA | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: