Be strong

Drugiego września tego roku minęło 25 lat od odejścia o. Serafima (Rose).

Serafim to imię mnisze. Ojciec Serafim urodził się jako Eugene Rose w 1934 roku w San Diego, na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, w protestanckiej rodzinie, kilkaset kilometrów od Hollywood, w mieście plaż. Imię ojca Serafima znają miliony ludzi na całym świecie. W Rosji, jeszcze za czasów komunizmu, krążyły tysiące kopii jego książek, potajemnie przepisywanych na maszynie.
W jego domu nikt nie słyszał o wschodnim chrześcijaństwie, a ojciec chętnie zapomniałby i o zachodnim, ostatni raz odwiedzając swój kościół jako osiemnastolatek.
Matka śpiewała u baptystów, luteran, metodystów, prezbiterian, do momentu aż rozczarował ją kolejny pastor. Eugena brała ze sobą i marzyła, by syn stał się dzieckiem sukcesu. Miała ku temu podstawy. Synowi już w dzieciństwie przepowiadano karierę naukową. Miał doskonałe noty z matematyki, niebywałe zdolności do języków, zadziwiał znajomością Pisma Świętego i stosami przeczytanych książek.
Eugen wstąpił do jednego z najlepszych college’ów w Kalifornii. Zainteresował się filozofią. Dzieła czytał w oryginale, przyswajając sobie niemiecki, hiszpański i francuski.

UCIECZKI

Wtedy zaczęły się ucieczki. Pierwsza od protestantyzmu. Protestantyzm uważał za dobry dla klasy średniej, ludzi żyjących dla tego świata, cieszących się ziemskimi dobrami, kreujących happy family.
Uciekł w krąg religii i kultów wschodu. Eugen spotkał Allana Wattsa, duchowego przywódcę młodzieży, niegdyś anglikańskiego księdza. Allan twierdził, że religia kościelna jest martwa. Proponował wyzwolenie od Boga. Nawoływał do hedonizmu, rozwijania wewnętrznych sił. Buddyzm, medytacja transcendentalna mają dać człowiekowi ową siłę, spokój i niezależność, oczywiście od Boga. W San Francisco powstała Amerykańska Akademia Studiów Azjatyckich. Allan Watts zostaje jej rektorem, Eugen studentem. Szkoła skupia intelektualną śmietankę Ameryki. Przy pomocy buddyzmu, zen i taoizmu pracuje się tu nad zmianą ludzkiej świadomości. Proponuje się ucieczkę z kręgu kultury judeochrześcijańskiej. Watts staje się sławny, a jego uczniowie wyzwoleni z niemodnego poczucia winy i strachu.
Eugen w ciągu roku opanowuje w tej szkole starochiński.
Zaczyna pić, czasem do utraty świadomości. Ucieka od płytkiego, powierzchownego i próżnego amerykańskiego życia. Bywa, że całymi tygodniami, a nawet miesiącami, z nikim się nie kontaktuje. Ucieka niemal w obłęd. Przez niego, podobnie jak przez całą Amerykę, zwłaszcza młodą, przetacza się potężna fala moralnej degeneracji, depresji i desperacji.
Eugen dramatycznie szuka Boga i nie może Go znaleźć. Posuwa się nawet do bluźnierstwa. Samobójstwo popełnia jego bliski kolega. Allan zaś tonie w wódce i narkotykach. Po latach Eugen powie o tamtym okresie: Byłem w piekle. Wiem, czym jest piekło.
Eugen zaufał sobie i swojemu intelektowi, chciał wszystko pojąć rozumem. Tak radzili mu ówcześni luminarze amerykańskiego społeczeństwa. Później Eugen jako Serafim Rose powie: O dumny i próżny człowieku! Znalazłeś się w martwym punkcie. Chcesz pojąć misterium egzystencji za pomocą umysłu, podczas gdy możesz do tego zbliżyć się za pomocą pokłonów, pokory, modlitwy i akceptacji. Akceptuj wszystko, przyjmuj wszystko co jest ci dane.
I przypomniał słowa Aloszy Karamazowa: Każdy musi paść na ziemię w skrusze, strachu przed Bogiem, dziękując za wszystko, uzmysławiając sobie, że to nasze własne grzechy są przyczyną cierpienia na świecie.
Uniwersytet Berkeley. Tu Eugen studiuje filologie orientalne. Przekłada dzieła starochińskich autorów. Asystuje profesorowi. W liście do rodziny pisze: Świat uniwersytecki jest pełen cyrkowych klownów. Wszyscy zabiegają o zaszczyty, pieniądze i posady. Nikt nie służy Bogu i Jego Synowi. Gdy pewien katolicki ksiądz powiedział, że na uniwersytecie panuje pogańska atmosfera, uznano go za fanatyka.
W tym czasie Eugen spotyka dwóch prawosławnych studentów. Jeden wprowadza go w dzieła Ojców Kościoła, drugi do cerkwi.
Był Wieki Piątek, wieczorne nabożeństwo w katedralnej cerkwi w San Francisco. Eugen, choć nie rozumie śpiewów, czuje, że wszystko, co spotkał w cerkwi, nie jest choreograficznym rytuałem. Spotkał tu przygarbioną, kruchą postać z długą białą brodą, zatopioną w modlitwie. Był to arcybiskup Tichon, duchowy syn starca Gabriela z Kazania. Tichon całe życie się modlił.
Wtedy Eugenowi coś podpowiadało, że jego poszukiwania się skończyły, że to jest jego dom.
Dwa lata później, w wieku 28 lat, Eugen przyjmuje prawosławie. Wtedy spotyka Gleba Podmaszeńskiego, którego matka z nim i jego siostrą uciekła ze Związku Radzieckiego, z Rygi. Ich drogi zejdą się na trwale. Ich duchowym ojcem stanie się arcybiskup San Francisco Jan Maksymowicz, kanonizowany przez Cerkiew w końcu ubiegłego stulecia
Eugen i Gleb założyli w 1964 roku księgarnię z prawosławną literaturą, niebawem założyli miesięcznik Orthodox Word, ukazujący się do dziś. Eugen coraz częściej stawał się nie tylko księgarzem, ale i ojcem chrzestnym czytelników.
W 1970 roku Eugen i Gleb przyjęli święcenia zakonne z imionami świętych Serafima Sarowskiego i Hermana z Alaski. Pustelnię założyli w odludnych górach północnej Kalifornii, niedaleko Redding, w Platinie.
Serafim niewiele mówił. Dużo się modlił. Znał na pamięć wszystkie hymny i śpiewał je przy różnych okazjach. Długo się modlił w nocy w swojej celi.
Pisał i przekładał.
Przez siedem lat byli tylko mnichami. Ale świat potrzebował ich także jako kapłanów. Obu w 1977 roku wyświęcił biskup Nektary, duchowy syn optińskich starców. W Platinie ojcowie ochrzcili setki ludzi.
Ojciec Serafim zdecydowanie nie lubił tracić czasu dla tych, których interesowała jedynie „zabawa w prawosławie”.
Do nich mówił: Nie mieszajcie prawosławia z niczym innym. Jeśli chcecie być prawosławnymi – wchodźcie w nie głęboko, jeśli nie, zostawcie je i nie bierzcie z niego nic – ani ikon, ani Modlitwy Jezusowej, ani czegokolwiek innego.
Można by powiedzieć – nie mieszajcie prawosławia z przyjemnością. O. Serafim mówił: Życie duchowe nie jest czymś, co ma cieszyć, dostarczać przyjemności, to raczej rodzaj bitwy, w której dusza oczyszcza się z cierpienia. I tam gdzie jest Golgota, tam będzie Zmartwychwstanie – takie jest duchowe prawo.

NAUCZYCIEL

Santa Cruz, kalifornijski uniwersytet założony w latach 60. XX wieku, gdy hippisowskie ruchy przeżywały swój szczyt, położony w pięknym lesie nad oceanem, stał się eksperymentalną szkołą liberalnej duchowości. Wykładali w nim różni duchowi nauczyciele – hinduscy guru, indiańscy szamani, tybetańscy duchowni.
Na uniwersytet zaproszono i o. Serafima. Studenci postrzegali go jako pustelnika, który do uniwersyteckich sal wkroczył jakby prosto z czwartego wieku. Cenili jego wiedzę. Uważali, że jest daleko bardziej rozległa od tej, którą oferowali znani profesorowie i duchowi liderzy.
Chrześcijaństwo jest religią miłości, w przeciwieństwie do otaczającego świata, poddanego zasadzie zimnej kalkulacji – uczył Rose studentów, pomijając sprawy drugorzędne i przechodząc do sedna chrześcijańskiego życia – serca płonącego miłością do Chrystusa, przemieniającego wszystko.
O. Serafim uczył i w Platinie. Raz w tygodniu przyjeżdżali do niego młodzi ludzie na kursy nazwane „Prawosławny pogląd na świat”.

KSIĄŻKI

Każda z książek Rose miała wiele wznowień. W Rosji te wznowienia nawet trudno policzyć. Największy rozgłos zyskało „Prawosławie a religia przyszłości”. Ją mając głównie na myśli protestancki duchowny Constance E. Cumbey powiedział: – Czytanie o. Rose jest jak picie czystej wody po wynurzeniu się z błota.
Inna ważna książka, „Życie po śmierci”, nie jest sensacyjnym zaglądaniem na drugą stronę kurtyny, tylko głębokimi studiami nad tym zagadnieniem.

ŚMIERĆ

Do monasteru św. Hermana w Platinie na święto Przemienienia Pańskiego przybywa, jak u nas na Grabarkę, wielu pielgrzymów. Był rok 1982. Pielgrzymi w nocy, z zapalonymi świecami, poszli do krzyża nad wąwozem, pierwszego postawionego w monasterze. O. Serafim mówił wtedy do pielgrzymów: Musimy zawsze pamiętać, że nasz dom jest w Niebie. Musimy strząsnąć z siebie próżność, namiętności, złość i urazy, które nas tak bardzo przywiązują do ziemi, do upadłego świata. Jak łatwo zapominamy o prawdziwym celu naszego życia.
Było to ostatnie święto, w którym uczestniczył o. Serafim.
O. Serafim odszedł młodo. Miał zaledwie 48 lat. Osierocił wielu wiernych w Ameryce i miliony czytelników na całym świecie. Zachorował na niezwykle rzadką chorobę – gangrenę jelit. Nie pomogły operacje. Nowoczesna technika wydłużyła o tydzień jego agonię i cierpienie. Technika, czyniąca życie komfortowym, była obsesją o. Serafima. Widział w niej jednocześnie zagrożenie dla duszy.
Be strong, bądź mocny, po rosyjsku niepokolebimyj – to ostatnie słowa wypowiedziane przez o. Serafima do jednej z sióstr skitu św. Kseni Petersburskiej, którego był założycielem.
Siostra Ludmiła ze Świętej Góry Grabarki powiedziała o jego śmierci: – Bóg zabrał ojca Serafima. Uważał, że jest już jak bardzo dojrzały owoc.
O. Serafim Rose nie jest jeszcze kanonizowany przez Cerkiew. Mówię jeszcze, ponieważ wierzę, że był to wielki podwiżnik. Nie jestem w tym sądzie odosobniona. Wielu ludzi fotografię o. Serafima traktuje jak ikonę. Wielu doznaje uzdrowień po modlitwach skierowanych do niego. Wielu po lekturach jego książek doznaje cudu wiary. A to jest cud największy.
Rose chodził różnymi drogami i smakował różnych prawd, stanął w centrum targowiska tego świata, by wreszcie wszystko skonfrontować z nauczaniem Ojców Kościoła i Świętą Tradycją. On nie dzielił świata na Wschód i Zachód, tylko na kultury tradycyjne, chroniące podstawowe wartości, i nowoczesne.
Świat tradycyjny tworzy koherentną całość – uświadamiał. Współczesny jest fragmentaryczny, nieuporządkowany, pogmatwany i prowadzi do katastrofy.
O. Serafim pokazywał, jak eliminowanie tradycyjnej duchowości prowadzi do drastycznej degeneracji ludzkości, jak współczesne społeczeństwa, redukując wszystko do poziomu ilości, zaspokajają tylko materialną stronę swojej natury. Dlatego produktem numer jeden dzisiejszego świata staje się seks. Seks sprzedaje siebie, ale i papierosy, alkohol, nawet karmę dla psa. Seks, pozbawiony miłości, rodzi przemoc.
Rose, rozmiłowany w muzyce poważnej, szczególnie w Haendlu i Bachu, skarży się, że sztuka przestała pokazywać piękno. Pokazuje tylko ekstremalne deformacje i szokuje. Piękno zostało ukrzyżowane.
Jakże bliskie jest to myślenie Jerzemu Nowosielskiemu, który ma odwagę powiedzieć wprost: – Cały dzisiejszy nihilizm, całe obrazoburstwo, które w sztuce nowoczesnej obserwujemy, to jest ostateczna furia negatywnych sił anielskich, pragnących zniszczyć obraz boski w obrazie ludzkim.
Swą mądrość zostawił o. Serafim w książkach. Zatrzymam się głównie przy „Prawosławiu a religii przyszłości” (pierwsze wydanie – 1975. Do dziś dziesięć wydań tylko w Ameryce). Analizuje ona problemy współczesnego świata z punktu widzenia prawosławia, jak większość prac o. Serafima.
Wyjaśnijmy, religia przyszłości – to dla Rose religia antychrysta.
Rose widział, jak więdła na Zachodzie duchowość chrześcijańska. Duchowość pogańska zaś przypominała potężną falę przypływu i manifestowała siebie w formach „chrześcijańskich”, jako ruch charyzmatyczny. Ruch ten wdzierał się nawet do liturgii głównych chrześcijańskich Kociołów. O. Serafim przewidział, że wielu chrześcijan doświadczy tego samego czego doświadczają poganie i że zaakceptuje pogańskie praktyki.
Dziś ruch ten wyrósł do niebywałych rozmiarów. Charyzmatycy zakorzenili się głównie w Kościele zielonoświątkowym. Zielonoświątkowcy są najszybciej rozwijającym się odłamem chrześcijaństwa. Każdego roku przybywa 13 milionów ich wiernych, głównie w Azji, Afryce i Południowej Ameryce. Dziś ta wspólnota liczy kilkaset milionów (oficjalnie około dwustu) wyznawców.
W tej książce Rose przygląda się szerokiemu spektrum zjawisk kultury współczesnego świata, takim jak joga, zen, tantra, transcendentalna medytacja, Hare Kriszna, UFO.
O UFO o. Serafim mówił to, co dziś potwierdzają naukowcy. UFO – pisał – nie jest materią z innych planet. To zjawisko związane z psychiką i rzeczywistością okultystyczną. „Goście” zamieszkują ziemię razem z nami. U tych, którzy z nimi się kontaktują, poprzez okultystyczne praktyki czynią te straszne, złośliwe twory psychiczne spustoszenie.
W latach 70. formy neopoganizmu na Zachodzie pozostawały w stadium początkowym. Kojarzono je z ezoterycznymi grupami kontrkultury, masonerią. Dziś przybrały bardziej zdefiniowany kształt pod nazwą New Age, tworząc ogólnoświatowy ruch i multimilionowy biznes.
Damascene Christensen napisał tysiącstronicowe dzieło o życiu Serafima Rose „Not of This World – The Life and Teaching of Fr. Serafim Rose”.
Po trzydziestu latach od ukazania się „Prawosławia a religii przyszłości” Christensen analizuje trafność intuicji ojca Serafima (The Orthodox Word, nr 238 z 2004 roku). Okazały się one fenomenalne. A przestrogi trafne.
Christensen pisze o dalszym rozwoju na Zachodzie przeszczepionych kultów wschodnich – buddyzmu i hinduizmu. Pisze o nowym zjawisku, ogromnym zainteresowaniu różnymi formami pogaństwa – gnozą, szamaństwem, magią, czarnoksięstwem rodowitych Amerykanów. W ostatnich formach ludzie Zachodu odnajdują swoje korzenie.
W młodej kulturze Ameryki i Anglii – pisze Christensen – czarnoksięstwo stało się niezwykle popularne. Świadczy o tym fenomenalny sukces „Harry Pottera” Joanne K. Rowling. W latach 1997-2004 sprzedano ponad 250 milionów egzemplarzy tej książki. Ponad połowa dzieci w USA przeczytała przynajmniej jedną z ostatnich książek Rowling. Pod osłoną niewinnej fantazji te powieści wprowadzają młodych do realnego okultyzmu i realnych postaci w historii czarnoksięstwa. Dzieciom proponuje się lata trenowania w czarnoksięstwie. Rowling musiała zgłębiać czarnoksięstwo – pisze autor. – By uczynić swe książki bardziej realistycznymi, bazowała na aktualnych okultystycznych praktykach, o czym mówiła w radiowym wywiadzie, udzielonym National Public Radio 20 października 1999 roku.
Powieści Rowling i filmy na nich bazujące to zdaniem autora bardziej lub mniej świadome wprowadzenie do okultyzmu.
Cały ten ruch profanum wspiera wiele innych filmów i poradników, np. „Nastoletnia Czarownica”, „Podręcznik realnego czarnoksięstwa”, magazyn młodzieżowy „Spin”, rozchwytywany przez nastolatki Ameryki, strony internetowe, oferujące drobiazgowe instrukcje, jak zostać czarnoksiężnikiem, odwiedzane przez miliony internautów.
Ankieta przeprowadzona w Anglii w 2000 roku wskazała, że okultyzmem interesuje się co drugi nastolatek, a co czwarty „bardzo”.
Neopoganie mają swoje festiwale, gromadzące po kilka dziesiątków tysięcy fanów. Wrastają w społeczność, wchodzą w różne jej sfery.
Christensen, z prawosławnego punktu widzenia, analizuje zagrożenie ze strony procesów globalizacyjnych, kontynuując rozważania Rose. Skupia się na stronie duchowej.
Wskaźnikiem duchowej kondycji współczesnego człowieka, uważa, jest choćby niebywała popularność „Rozmów z Bogiem” (Conversation with God) Neale Donalda Walscha. Od jej ukazania się w 1995 roku do 2004 r. sprzedano 7 milionów egzemplarzy. Walsch reprezentuje nowy paradygmat bezreligijnej religii – religii bez struktury, która przenika wszelkie granice. „Bóg” Walscha mówi mu, że nie ma czegoś takiego jak grzech i nie ma potrzeby skruchy.
Myśli Walscha pasują do kondycji duchowej współczesnego człowieka. One podpowiadają: wszystkie religie są równe i wszystkie mówią o tym samym, ale w różny sposób. Można więc w nich wybierać, jak na targowisku idei. Moja idea pracuje dla mnie, twoja dla ciebie. Wierzymy jednocześnie we wszystko, ale w nic głęboko. Za nic nie warto umierać.
Taki człowiek wiąże swe duchowe zainteresowania z egoistyczną nagrodą. Będzie wybierał z arsenału duchowych możliwości tylko to, co mu – w jego mniemaniu – służy. Jest jak glina w ręku antychrysta czy raczej tarcza religii przyszłości – komentuje Christensen.
Według badań z 2002 roku 33 proc. Amerykanów uznało siebie za „duchowych, ale nie religijnych”. Nie należą oni do żadnego Kościoła. Oni sami kreują własną indywidualną duchowość. Według tego samego badania liczba takich ludzi gwałtownie rośnie. Każdego roku przybywa ich ponad dwa miliony.
Ten kulturowy trend nie jest sprawą tylko indywidualnych wyborów. On wdziera się do różnych struktur społecznych. Szpitale psychiatryczne wprowadzają programy wschodniej medytacji, jogi, transpersonalnej psychologii. Korporacje sponsorują swoim pracownikom warsztaty wizualizacji, hipnozy, psychicznego ozdrowienia pod kierunkiem duchowych przywódców, uczą różnych praktyk rozwijających świadomość. Nawet szkoły publiczne, finansowane przez rząd, wprowadzają praktyki uczące dzieci kontroli umysłu, unikania negatywnych emocji i wysokiej samooceny.
Chrześcijańskie Kościoły – pisze Christensen – podążają niestety tym samym niebezpiecznym tropem, krocząc w kurzu światowego marszu ku apostazji. W Detroit – podaje przykład – księża i siostry Kościoła katolickiego prowadzą kursy kontroli umysłu metodą Silvy.
Książka o. Serafima jest teraz szczególnie ważna i wiarygodna – podsumowuje Christensen. Dziś widzimy wyraźnie, jak ludzkość jeszcze bardziej otworzyła się na „demoniczną pięćdziesiątnicę”, którą przewidział o. Serafim. W niej wielobarwny świat, włącznie z tymi, którzy zwą siebie chrześcijanami, może być wprowadzony w demoniczną realność.
Prawosławne chrześcijaństwo, ze swą patrystyczną tradycją życia duchowego, potrafi odciąć natychmiast wszystkie pokusy naszych czasów. Dlatego szatan postrzega je jako swego największego wroga i robi wszystko, co w jego mocy, by je podkopać. Z tego powodu musimy trzymać się go blisko.
Prawosławni znaleźli Prawdę nie jako ideę, ale jako Osobę i oni przyjmują ją w postaci Świętej Komunii – przypomina Christensen słowa o. Serafima Rose.

Anna Radziukiewicz
fot. z książki mnicha Damascena Christensena „Not of This World. The Life and Teatching of Fr. Seraphim Rose, Pathfinder to the Heart of Ancient Christianity”

 

http://www.przegladprawoslawny.pl/articles.php?id_n=1641&id=8

Reklamy
Categories: PRAWOSŁAWIE DZIŚ, TEOLOGIA | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: