OBRAZ NĘDZY DUCHOWEJ

przedstawiony przez św. Grzegorza z Nazjanzu zwanego Teologiem (Mowa 2. Własna Apologia po powrocie z Pontu i Rozprawa o kapłaństwie)[1]:

 

Oby wreszcie spadła na głowy niecnych obelga rzucana [na Boga]. Wszelki strach opuścił dusze; zastąpiła go bezczelność; każdy, kto chce [uważa, że] posiada największą wiedzę, że opanował największe tajemnice Ducha Świętego; wszyscy uważamy się za pobożnych, jeśli tylko potępiamy niezborność innych. Ale posługujemy się sędziami grzesznymi [1 Kor. 6, 11], rzucamy psom świętości i miotami perły przed wieprze [Mt. 7, 6], zbeszczeszczając Boże nauki, gdy je przekładamy słuchaczom, którzy dusz nie przygotowaliśmy do tego. Każda prośbę nieprzyjaciół skwapliwie spełniamy – nieszczęśnicy, którym nie wstyd uprawiać nierząd na co dzień [PS. 105, 39]. A Moabici i Ammonici, którym zakazany był wstęp do świątyni Pańskiej (Powt. Pr. 23, 3], panosza się w przybytkach dla nas najświętszych. Szeroko każdemu otworzyliśmy bramy, lecz nie do świętości [Ps. 116, 19], ale do zniewagi i do wzajemnej pogardy. Za najlepszego uważamy nie tego, który z bojaźni Bożej nawet jednego pustego słowa nie wypowie [por. Mt 12, 36], ale tego, który najczęściej bliźniego obmawia, czy to otwarcie, czy to w dowcipnych  zagadkach; którego język kryje przykrość i boleść [Ps. 9, 29) lub jad żmii [Ps. 13, 3, por. Rzym. 3, 13] – by dosadniej się wyrazić.

Śledzimy cudze grzechy nie po to, by nad nimi ubolewać, lecz by grzesznikom wymyślać; nie po to, by leczenie stosować, lecz by nową ranę zadać. Chcemy własne grzechy wytłumaczyć ranami bliźniego. A złych i dobrych rozróżniamy nie na podstawie postępowania, lecz według naszych chęci lub kumoterstwa i to, co dzisiaj chwalimy, nazajutrz ganimy; to, co inni piętnują, my podziwiamy. Wszystko chętnie daruje się niezbożności. Taka nasza wspaniałomyślność w stosunku do grzechu!

Wszystko wróciło do chaosu pierwotnego, kiedy jeszcze nie istniał świat, kiedy stworzenie pozbawione jeszcze było ładu i piękna, zlane w jedną nieuporządkowaną całość [por. Rodz. 1, 2], a czekało na rękę artysty i na jego pomoc. Albo jeśli wolisz [inne porównanie]; dzieje się jak w walce nocnej przy niewyraźnym blasku księżyca, kiedy nie rozróżnia się twarzy nieprzyjaciela i sprzymierzeńca; labo jak w bitwie morskiej, kiedy następuje burza, rozpętują się wiatry, huczy morze, szaleją fale, a okręty zderzają się, trzaskają wiosła, wśród donośnych krzyków dowodzących i jęku padających zostawionych na łaskę losu, kiedy nie ma się sposobności na wykazanie męstwa – to jest nieszczęście! – rzucamy się jedni na drugich i mordujemy się wzajemnie.

Nie ma już różnicy w postępowaniu ludu i kapłanów. Mam wrażenie, że dosłownie spełnia się stare przekleństwo: „zszedł kapłan do poziomu pospołu” [por. Iż. 24, 2; Oz. 4, 9]. Nie ma różnicy miedzy tłumem i książętami, usprawiedliwiając się chęcią poparcia religii. Jeśli naprawdę takie uczucie żywią do wiary i [walczą] o najwyższe wartości, które mają pierwsze miejsce, to nie stawiam i żadnego zarzutu, owszem – prawdę mówiąc – pochwalam ich i życzę im powodzenia. Obym i ja był jednym z tych, którzy w imię prawdy walczą i narażają się; nawet uważać będę za zaszczyt przynależność do nich. Dla takiej sprawy Duch Boży uzbraja najłagodniejszego człowieka i daje mu dzielenie walczyć.


[1] J. M. Szymusiak, Grzegorz Teolog, U źródeł chrześcijańskiej myśli IV wieku, Poznań 1965, s. 281-282.

Reklamy
Categories: POUCZENIA ŚWIĘTYCH OJCÓW | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: